"Ostatnie dni nowego Paryża" China Mieville

     Czytanie Mievilla to jak wejście w umysł chorego człowieka- taką słyszałam kiedyś opinię. Dla mnie było to pierwsze spotkanie z tym autorem i muszę przyznać, że jestem skołowana. Z jednej strony w moje ręce wpadła oryginalna powieść science fiction, a z drugiej dzieło, które moim zdaniem charakteryzuje się przerostem formy nad treścią. Była idea, był pomysł jednak autor zamiast zgłębić ten temat i niczym Tezeusz iść po nici Ariadny by wyzwolić się z labiryntu własnego umysłu, skupił się na języku, formie i opisach, które choć niezwykle barwne i szczegółowe nie zastąpią fabuły. 

Rok 1941, młody amerykański inżynier i okultysta, trafia do Marsylii gdzie poznaje francuskich
członków ruchu oporu. Z ich pomocą pragnie dostać się do Pragi, gdyż tylko tam będzie w stanie użyć wynalazku, który zbudował, a którego głównym zadaniem ma być ostateczne pokonanie nazistów. Zachęcony przez członków ruchu oporu postanawia zaryzykować i uruchomić urządzenie na miejscu, jednak skutki tego są katastrofalne.
Rok 1950, II Wojna Światowa trwa, naziści opanowali Paryż. Thibaut, bojownik surrealistycznej grupy partyzanckiej, za wszelką cenę pragnie opuścić zrujnowane miasto. Na jego drodze staje amerykańska fotoreporterka, Sam, która narażając własne życie, przemierza miasto w poszukiwaniu surrealistycznych manifestacji, tak zwanych manif. Thibaut postanawia jej pomóc i razem wpadają na trop nowego nazistowskiego eksperymentu. 

Muszę przyznać, że pomysł na fabułę jest zabójczo dobry. Alternatywne losy Europy, wojna światowa która się nie kończy w 1945 roku, Hitler nadal sprawuje władzę, a naziści zdobyli Paryż. I gdzieś w tym wszystkim spod ziemi wykluwają się istoty, powstałe w umysłach wielkich artystów surrealistycznych takie jak "Pies andaluzyjski" Salvadora Dali i Luisa Bunuela oraz wiele wiele innych. Przyznam szczerze, choć autor wszystkie "manify" odmalował z najdrobniejszymi szczegółami, podając nazwiska autorów, to nie zadałam sobie trudu by je odszukać, chociażby w Internecie (jestem laikiem w temacie). Dla mnie były to zwykłe stworzenia czy przedmioty, które są charakterystyczne dla książek fantasy. Jednak człowiek, któremu sztuka nie jest obca, a surrealizm nurtem szczególnym, będzie się czuł jak u siebie w domu, gdyż Mieville, w tym temacie ma wiedzę wprost encyklopedyczną. Wydawnictwo znak odwaliło kawał dobrej roboty zamieszczając ilustracje, które choć w przybliżeniu pozwoliły, zwykłemu, szaremu czytelnikowi, zapoznanie się z twórczością surrealistów. Temu samemu służy wykaz najważniejszych dzieł umieszczony na końcu książki (choć niektórzy go krytykują, że zajmuje zbyt dużo miejsca i dla laików jest mało przydatny). 

Zdecydowanie najsłabszym punktem książki jest jej fabuła. Pomysł na umieszczenie naszych bohaterów w samym środku działań wojennych był jak najbardziej trafiony, jednak już po kilkudziesięciu stronach nie wiedziałam kto walczy z kim i dlaczego. Mamy tutaj francuski ruch oporu (sic!), nazistów, front wspierający De Gaulla, surrealistyczne manify, angielskich i amerykańskich szpiegów, oraz agresywny lud Paryża, który chce na gruzach miasta zbudować nową społeczność. W książce Mievilla każdy każdemu jest wrogiem, każdy przed każdym ucieka bądź go goni, lecz ta zabawa w kotka i myszkę wydaje się groteskowa, przerysowana a często wręcz śmieszna. Idea jaka przyświecała napisaniu tej powieści była wzniosła i słuszna a wyszło chaotycznie. Pewnie duże wpływ na taki stan rzeczy ma niewielka objętość tej książeczki, rzecz krytykowana przez wielu recenzentów, którzy przyzwyczajeni byli do większych objętościowo dzieł autora. Ja osobiście się cieszę, że "Ostatnie dni nowego Paryża" to zaledwie 200 stron maszynopisu (170 bez przypisów), obawiam się że więcej nie dałabym rady przeczytać. 

Mieville od zawsze chwalony był za język i styl. To właśnie one sprawiały, że jego powieści są wyjątkowe a sam autor cieszy się szacunkiem czytelników. Dla mnie tego języka tutaj było po prostu za dużo. W przeciwieństwie do innych, nie zrozumiałam żartów, nowomowa i słowotwórstwo mieszały mi się z wyrazami, które pewnie są w jakichś słownikach jednak ze względu na swoje wyrafinowanie dawno już wyszły z obiegu, a przeładowanie nazwami własnymi i nazwiskami artystów sprawiło, że czułam się jak podczas czytania leksykonu sztuki. Typowy przerost formy nad treścią, w którym nawet bohaterowie zdawali się gubić. Bohaterowie, których praktycznie nie poznajemy choć prowadzą nas przez ten dziwny surrealistyczny świat.

Wymieniłam tak dużo wad, że pewnie się zastanawiacie czy jest po co sięgać po tę książkę? Ależ oczywiście. Dzieło Mievilla jest świeże, nowoczesne i oryginalne a tego brakuje na dzisiejszym rynku wydawniczym. Czasem zadawałam sobie pytanie czy w gatunku fantastyki da się jeszcze wymyślić coś nowego? Ta książka jest doskonałym przykładem na to, że ogranicza na jedynie nasza własna wyobraźnia, a tutaj autor pokazał, że jest ponad wszelkie ograniczenia, nawet te fizyczne. 
Ponadto "Ostatnie dni nowego Paryża" będą gratką dla miłośników sztuki czy szeroko pojętego surrealizmu, od malarstwa aż do filozofii i polityki. Choć mnie nie wciągnęła tak jak powinna, to ogrom pozytywnych recenzji, mówi sam za siebie. Nie ma co czekać, zapraszam do księgarni i przekonajcie się sami.


Tytuł : "Ostatnie dni nowego Paryża"
Autor : China Mieville
Wydawnictwo : Zysk i S-ka
Data wydania : 22 stycznia 2018
Liczba stron: 201
Tytuł oryginału : The Last Days Of New Paris


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :


Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger