"Dziewczyny z Roanoke" Amy Engel

 Tytuł : "Dziewczyny z Roanoke"
 Autor : Amy Engel
 Wydawnictwo : Czarna Owca
 Data wydania : 22 listopada 2017
 Liczba stron : 352
 Tytuł oryginału : The Roanoke Girls



 Schemat zbrodni


"Dziewczyny z Roanoke" wszystkie ciemnowłose, wszystkie wyjątkowo piękne. Pokolenie po
pokoleniu skrywają przerażający sekret, który nie pozwala im długo cieszyć się życiem. Czy jest to recepta na znakomity, trzymający w napięciu thriller? Z pewnością jest to książka, od której nie sposób się oderwać. Typowa pozycja na jedno posiedzenie do białego rana. Jednak czy powodem tego, że lektura jest aż tak wciągająca jest sam prosty i lekki styl autorki czy może niezwykle popularny w ostatnich czasach temat głównego wątku powieści czyli molestowanie seksualne? Sprawdźcie sami.

Po samobójczej śmierci matki, szesnastoletnia Laney opuszcza Nowy York, gdzie spędziła całe dotychczasowe życie, i przyjeżdża do Osage Flat, małej miejscowości w Kansas, by zamieszkać wraz z nigdy nie widzianymi dziadkami. Na miejscu poznaje swoją kuzynkę i zarazem rówieśniczkę Allegrę i z miejsca łączy je silna więź. Wraz z biegiem czasu dziewczyna poznaje jednak przerażający sekret, który skrywają mury wielkiej, położonej wśród pól pszenicy posiadłości. Przerażona postanawia uciec z tego przeklętego miejsca i już nigdy tam nie wracać.
Los jednak chciał inaczej. 15 lat później Lane odbiera telefon od zrozpaczonego dziadka, który informuje ją, że Allegra zniknęła. Dziewczyna postanawia wrócić do Kansas by pomóc w poszukiwaniach kuzynki. 

Przyznam szczerze, że rzadko zdarza mi się sięgać po książki, których autorzy już na samym wstępie zdradzają nam cały sekret wokół którego będzie kręciła się oś fabuły. Oczywiście kim jest morderca, co uważniejsi czytelnicy, zorientują się mniej więcej w połowie książki, jednak o sekrecie Roanoke usłyszymy już w trakcie kilku pierwszych dialogów. Byłam bardzo zaskoczona jak te słowa wypłynęły z ust naszej głównej bohaterki a zarazem narratorki, 26 letniej Lane. Sekretem Roanoke jest dysfunkcyjna rodzina, w której młode dziewczyny przeżywają koszmar, jakim jest molestowanie seksualne. Jednak kto jest sprawcą a kto ofiarą pozostawię w tajemnicy by nie odbierać przyjemności z lektury. 
Muszę przyznać, że temat wykorzystywania seksualnego, molestowania czy więzienia jest ostatnio niezwykle popularnym motywem w literaturze i filmie. Niesamowity sukces  V.C Andrews zapoczątkował falę książek o podobnej tematyce. Również w powieści Amy Engel widzimy inspirację prozą kontrowersyjnej amerykanki. "Dziewczyny z Roanoke" czerpały z "Kwiatów na poddaszu" pełnymi garściami. 
Ze względu na fakt, że tematyka powieści, nie jest niczym nowym, możemy się spodziewać, że książka będzie niezwykle przewidywalna, monotematyczna i schematyczna zarazem. I niestety okazuje się to prawdą. Schematyczni są bohaterowie : skrzywdzona przez los, nie potrafiąca się odnaleźć w realnym świecie Lane, przyjaciel rodziny a zarazem stróż prawa, który nie zdaje sobie sprawy co się dzieje za murami posiadłości i miłość z dzieciństwa. Wszystko to już było, co najwyżej zmieniły się okoliczności i proporcje. Realności książce odebrał fakt, że choć nasza główna bohaterka spędziła w Osage Flats tylko trzy miesiące to wydawać by się mogło, że w przeciągu dziesięciu lat kompletnie nic się tam nie zmieniło. Każdy pamięta obcą nastolatkę, ba nazywają się jej przyjaciółmi. Ale jak można być przyjacielem czy nawet miłością kogoś, kogo widziało się raptem parę dni kilkanaście lat wcześniej? Niestety tutaj w Osage Flats czas stanął w miejscu, podobnie jak błędne koło wydarzeń. 

Pomimo przewidywalności i faktu, że nasi bohaterowie bardziej pasują do literatury new adult niż do thrillera psychologicznego, w tej książce jest coś co sprawia, że czytelnik nie może jej odłożyć na półkę. Do końca czytamy o dziewczynach z Roanoke, z których każda dostała czas na opowiedzenie własnej historii. Szkoda, że tego czasu było tak mało, by dogłębnie zanalizować życie każdej z nich. Te które odeszły, zostały zamordowane czy popełniły samobójstwo są tylko tłem dla rozgrywających się w teraźniejszości zdarzeń, jednak to właśnie owo tło sprawia, że książkę cechuje mroczny klimat, a czytelnikowi ciarki przechodzą po plecach. Książkę cechuje również styl, który sprawia, że przewracamy parę stron na minutę. Zdania same się czytają, język jest prosty, czasem zbyt nastoletni. 

Ciężko jest mi zrecenzować tę książkę. Z jednej strony dostałam tutaj powielony schemat ze słabym zakończeniem, które przewidziałam już gdzieś w okolicach 100 strony. Już nawet nie pamiętam czy to ja się domyśliłam czy zdradziła mi to nasza główna bohaterka. Z drugiej strony czy można zbytnio krytykować książkę, przy której miło spędziło się wigilijną noc i która dostarczyła sporą dawkę wrażeń? Uważam, że proza Amy Engel ma w sobie potencjał i choć "dziewczyny z Roanoke" to powieść jakich wiele to autorka zasługuje na to by zostać usłyszaną. 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 



Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger