środa, 22 marca 2017

"Przypomnij mi kim jestem" Matthew Thomas

 Tytuł : "Przypomnij mi kim jestem"
 Autor : Matthew Thomas
 Wydawnictwo : Wielka Litera
 Rok wydania : 2016
 Liczba stron : 582
 Tytuł oryginału : We Are Not Ourselves






 Zawsze będzie nowy dzień


Ostatnio mam szczęście bo trafiam na same powieści, które chwytają mnie za serce. Tak było i w tym przypadku. Do powieści obyczajowych podchodzę zazwyczaj ze sceptycyzmem. Boję się, że albo będą przerysowane albo nudne albo nafaszerowane opisami jak świąteczny keks rodzynkami, czego wręcz nie znoszę. Tym razem od samego początku wiedziałam, że to jest to. Jak na książkę obyczajową mamy tutaj mnóstwo zwrotów akcji, szybkie tempo narracji i fabułę, która wciągnie większość czytelników- nawet tych bardziej wymagających. Dodam, że w książce poruszony jest temat, który dotyczy dużą część naszego społeczeństwa oraz ich rodziny- choroba Alzheimera. Zagadkowa choroba, nieuleczalna i straszna, która wymaga wkładu pracy i uczuć od członków rodziny, zrozumienia i miłości. Oraz oczywiście cierpliwości. Ta książka nas tego uczy. 

Eileen Tumulty urodziła się w Stanach Zjednoczonych w rodzinie irlandzkich imigrantów. Matka alkoholiczka, nadpobudliwy ojciec, brak pieniędzy w domu - wszystko to złożyło się na niezbyt szczęśliwe dzieciństwo. Eileen już jako nastolatka postanowiła, że jej przyszłość będzie inna. Nigdy nie zazna nędzy i poniżenia, zbuduje sobie wygodny świat, świat bez alkoholu i zakupów na zeszyt. Wyniesie się z biednej dzielnicy i przeniesie gdzieś gdzie da się godnie żyć.
Będąc młodą kobietą poznaje uniwersyteckiego wykładowcę. Ich znajomość kończy się ślubem. Kilka lat później postanawiają powiększyć rodzinę, jednak bez rezultatów. Eileen roni. Kobieta jest załamana jak widzi wszystkie swoje przyjaciółki z małymi dziećmi. Kiedy już praktycznie stracili nadzieję zdarza się cud. Eileen zachodzi w ciążę i udaje jej się ją donosić. Na świat przychodzi jej syn . 
Kilkanaście lat później Eileen zauważa, że coś dziwnego zaczyna się dziać z jej mężem. Ten zazwyczaj skrupulatny mężczyzna, który uwielbiał swoją pracę i poświęcał jej każdą wolną chwilę zaczyna się zmieniać. Teraz wracając do domu, kładzie się na kanapie i słucha muzyki. Zapomina o rocznicach czy urodzinach, czy też o zwykłych czynnościach. Jego stan z dnia na dzień się pogarsza. Diagnoza lekarska nie pozostawia złudzeń- jest to Alzheimer. 

Książka rozpoczyna się w momencie kiedy poznajemy Eileen jako kilkuletnią dziewczynkę. Wraz z autorem idziemy wraz z nią i wkraczamy w dorosłe życie. Eileen na pewno nie jest postacią, którą da się polubić jak najbliższą przyjaciółkę. W końcu zaczęłam się zastanawiać dlaczego czuję do niej antypatię ? Przecież nie gra roli czarnego charakteru? Po przeczytaniu książki jestem w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie. Eileen jest niezwykle silną osobą, która wie czego chce od życia i bardzo konsekwentnie dąży do celu- można by nawet rzec , że po trupach. Przyzwyczaiłam się, że bohaterki książek które czytam, nawet te silne, nie są tak uparte, nie mają tak wyrazistej wizji przyszłości i jednak mają jakieś uczucie. Eileen jest egoistką. Eileen jest rasistką. Eileen jest snobką. To wszystko prawda. Za to jej nie lubimy. Wyszła za mąż za profesora bo miał zapewnić jej godne życie na poziomie, które na przykład z robotnikiem budowlanym nie byłoby możliwe. Chce zmienić miejsce zamieszkania, gdyż w obecnej dzielnicy kręci się za wielu hindusów i praktycznie nie widać białych ludzi. Chce zamieszkać w domu na który ją nie stać tylko po to by udowodnić sobie, że jest w stanie to zrobić. Od dziesięciu lat mieszkam za granicą i dostrzegam ludzi, którzy są podobni do Eileen. Ludzi którzy wyjechali z Polski do ziemi obiecanej, którzy żyją ponad stan bo wiedzą , że się im upiecze. Czy mam Znienawidzić Eileen za to, że chciała być panią świata? Że chciała żyć na wyższym poziomie? W końcu każdy z nas tego chce. Więc chcąc nie chcąc ją pokochałam. Ale..

jednego jej wybaczyć nie mogę. Będąc dyplomowaną pielęgniarkę, potem przełożoną pielęgniarek i sanitariuszy kiedy skończyła studia powinna wiedzieć co się dzieje z jej mężem. Choroba Alzheimera była już znana w tamtych czasach, była diagnozowana. Jej pierwsze objawy były dość oczywiste do zaobserwowania. Ja się zorientowałam już po kilku stronach co się dzieje z Edem. Dlaczego nasza bohaterka, która na pewno stykała się z ludźmi dotkniętymi tą chorobą podczas wieloletniej pracy w szpitalu nie zauważyła co się dzieje z jej mężem? Dlaczego odkryła to dopiero po kilku latach? Czy był to celowy zabieg autora by wyolbrzymić egoizm Eileen ? Czy po prostu niedopatrzenie mające na celu zbudowanie napięcia? Nie wiem ale troszkę odjęło to powieści realizmu. 

Ostatnia część powieści jest gratką dla fanów literatury obyczajowej. Mamy tutaj kobietę i młodego człowieka, którzy zmagają się nie dość , że z własnymi problemami to jeszcze z chorobą bliskiej osoby. Chorobą nieuleczalną. Praktycznie muszą oni zrezygnować z własnego życia by stać się całodobową nianią. A przecież są rachunki do płacenia, praca do wykonania i jesteśmy też my, którzy też czegoś od życia chcemy. Podobało mi się to, że nasze postacie były wielowymiarowe, jak każdy z nas. Obawiałam się, że autor zrobi z naszej bohaterki drugą matkę Teresę z Kalkuty a z jej młodego syna świętego tak się jednak nie stało. W ich czynach widać, że są znudzeni zaistniałą sytuacją, zmęczeni- praktycznie na granicy. Trwa tu walka między lojalnością bliskiej osobie a spakowaniem walizek i wyjechaniem w nieznane. Ta książka uczy nas cierpliwości, uczy nas pokory. I altruizmu.
Te postacie były tak prawdziwe, że czasem jak zamykałam oczy to je widziałam po powiekami. Brawo dla autora.

Jest to jedna z nielicznych powieści, która wycisnęła mi łzy z oczu. Tak realistyczna, tak prosta w swojej budowie. Czułam się jak bym czytała o losach sąsiadów , których dotknęła tragedia. Nawet nie wiedziałam, że posiadam w sobie takie pokłady współczucia. Bo tutaj się nie da nie współczuć. Współczujemy Edowi, gdy traci swoją tożsamość, współczujemy Eileen , która ma zawsze pod górkę, współczujemy jej synowi, który musi zapomnieć o swoich marzeniach. A jednak widać światełko w tunelu. Z kart książki tryska optymizm i nadzieja na lepsze jutro. Ja się nauczyłam jednego : nigdy się nie poddawać. Zawsze będzie nowy dzień.