sobota, 27 sierpnia 2016

"Tulipanowa gorączka" Deborah Moggach

Tytuł : „Tulipanowa gorączka”
Autor : Deborah Moggach
Rok wydania : 2016
Wydawnictwo : Rebis
Tytuł oryginału : Tulip fever
Liczba stron :






Rynsztokowy Loos


Naturalizm, naturalizm i jeszcze raz naturalizm. To coś co lubię. Nie piękne wnętrza XVII wiecznych posiadłości, w których znudzone hrabiny z braku zajęć zachwycają się nowymi sukniami. Czytając lubię poczuć ducha epoki, mieć wgląd w całość a nie tylko lizać papierek cukierka. Lubię poczuć smaki, poznać zapachy, nawet te odrażające, mieć wgląd we wszystkie warstwy społeczeństwa. Maluję wtedy przed oczami prawdziwy obraz epoki. Podobnie jak Dostojewski w „Zbrodni i karze” tak i Moggach zabrała mnie w niesamowitą, mroczną podróż. Holandia na kartach jej powieści to nie pachnąca łąka usiana tulipanami. To zniszczony powodziami kraj, pełen brudu i pomyj na ulicach. Kraj pełen zarówno wspaniałych artystów, jak i zwykłych ludzi i szubrawców.

Po samobójstwie ojca, drukarza z Utrechtu, Sophia zostaje wydana za mąż za bogatego 61- letniego kupca Cornelisa. Przenosi się do wspaniałej posiadłości w Amsterdamie, gdzie hojny i zakochany w swojej młodej żonie, traktuje ją jak królową. Chcąc zaspokoić swoją próżność i zostawić po sobie ślad wynajmuje malarza by namalował ich portret. Młody artysta Jan van Loos zobaczywszy pozującą do obrazu dziewczynę traci głowę. Również Sophia wpada w sidła miłości. Spotyka się z mężczyzną po kryjomu, przebierając się w ubrania swojej służącej Marii i potajemnie wymykając z domu. Kiedy Maria zachodzi w ciążę w głowie młodej Sophii rodzi się okrutny plan. Postanawia udawać, że sama jest w ciąży dzięki czemu będzie mieć wymówkę by mąż jej nie odwiedzał w sypialni i dzięki temu pozostanie lojalna kochankowi. Ucieszony na wieść, że spodziewa się potomka Cornelius nie zdaje sobie sprawy jak wielkie konsekwencje niesie za sobą kłamstwo jego ukochanej.

Jak napisałam we wstępie najmocniejszą stroną powieści jest naturalizm. Pomimo tego, że główną bohaterką jest żona bogatego kupca, nie zamykamy się tylko w jej pięknych stylizowanych i dekorowanych obrazami cenionych artystów pokojach. Mamy również dostęp do kuchni. Widzimy wylewane na ulicę pomyje, rybie pęcherze, kurz na kandelabrach. Z jednej strony mamy przepych pracowni malarskich a z drugiej śmierdzący resztkami i zgniłymi warzywami targ. Mamy salony i kupieckie gildie oraz wyszynki i speluny, ciemne uliczki i ogrody. Powieść jest zbudowana na zasadzie kontrastów. Z jednej strony piękno a z drugiej brzydota. Nawet język postaci jest zróżnicowany. Egzaltowany klasy wyższej i prosty, wulgarny klasy niższej. Lecz jakże on jest poetycki :

  • Byłem tu wczoraj, czemuś mi nie otworzyła?
  • Bo właściciel warzywniaka pokazywał mi marchewkę.
Prawda , że piękne? Niby proste , a jednak jak wieloznaczne a jednocześnie zabawne.

Troszeczkę zawiedziona byłam niektórymi bohaterami. Szczerze polubiłam Marię i Willema, jednak sama Sophia wydaje mi się troszeczkę niedopracowana, nie mówiąc już o Janie. Z jednej strony życzy sobie 80 florenów za portret, szkoli uczniów a sprawia wrażenie biedaka, którego ścigają wierzyciele. Moja opinia o nim zmieniała się ze strony na stronę. Wiedziałam, że Sophia to obłudna jędza , typowy czarny charakter, jego jednak nie udało mi się jednoznacznie sklasyfikować. A może to jednak zaleta? Gorzej jednak wypadły postaci drugoplanowe. Służący który nie potrafi wypełniać swoich obowiązków? Kolejny, który myli cebulkę kwiatową od cebuli? Czasem zadawałam sobie w myślach pytanie jak to możliwe, że udało im się dożyć wieku dorosłego. O był jeszcze ten co na całą gospodę się chwalił, że zgarnął fortunę i na koniec zdziwiony był, że okradła go pierwsza lepsza córa Koryntu.

Nie mam znajomych Holendrów a na lekcji historii mnie o tym nie uczyli,dlatego dziękuję autorce, że zaznajomiła mnie z tematem tulipanowej gorączki. Po zgłębieniu tematu nadal nie mogę uwierzyć, że za jedną cebulkę kwiatu ludzie byli w stanie poświęcić swoje majątki. Historia mężczyzny, który zrezygnował z kariery poborcy podatkowego by zająć się uprawą tulipanów wprost powaliła mnie na łopatki. Potajemne spotkania w piwnicach, licytacje, zapisy, sprzedawanie cebulek, które jeszcze nie wyrosły... to musiała być prawdziwa paranoja.
Czytanie powieści bardzo ułatwiają, krótkie rozdziały. A co utrudnia? Cytaty, treści listów, nagłówki przed każdym z nich. Przyznam szczerze przeczytałam pierwszych dziesięć i potem dałam sobie spokój. Kto był lepszy niech się podzieli w komentarzu :) objętościowo same nagłówki zajęły pewnie z jedną dziesiątą treści, zupełnie niepotrzebnie, wystarczyła by zwykła nota historyczna na końcu książki.
Za to bardzo podobała mi się narracja. Wieloosobowa włączając w to wszystkich głównych bohaterów jak i wszystko wiedzącego narratora. Uwielbiam to. Daje czytelnikowi wgląd w myśli i uczucia wszystkich postaci.


Tulipanowa gorączka” to bardzo dobra literatura obyczajowa. Mroczna, prosta, naturalistyczna. Spotykałam się z komentarzami, że przypomina operę mydlaną. Cóż. Po przeczytaniu „Kwiatów na poddaszu” przypuszczam, że żadna inna książka nie skojarzy mi się z telewizyjnym tasiemcem. W moim odczuciu to piękna opowieść . Ukazuje wszystkie ludzkie słabości. Odziera nas z wyrzutów sumienia. Ta książka pokazuje czym tak naprawdę jest dana nam przez Boga wolna wola. Może właśnie przez to jeden z głównych bohaterów odwrócił się od Boga?
Wszystko w tej powieści jest surowe, bez ozdobników, i na tym właśnie polega jej piękno. Możemy nie zgadzać się z decyzją głównej bohaterki jednak nigdy jej nie znienawidzimy. Wiemy , że w nas samych mogą drzemać podobne siły i emocje, które pokierują nas na niekoniecznie dobrą drogę.

Z pewnością sięgnę po kolejne utwory autorki. Jej piękny, przejrzysty styl, doskonały balans między opisami a dialogami, czarne poczucie humoru, groteskowość to wszystko złożyło się na cudowną, magiczną i jakże wzruszająca powieść do której z pewnością kiedyś wrócę.