wtorek, 25 sierpnia 2015

"Gora bezprawia" John Grisham


Tytul : "Gora bezprawia"
Autor : John Grisham
Wydawnictwo : Albatros
Rok wydania : 2015
Liczba stron : 480
Tytul oryginalu : Gray Mountain






Gora tandety



Uwielbiam proze Johna Grishama i z niecierpliwoscia czekam na kazda kolejna jego ksiazke. Tak bylo rowniez w przypadku "Gory bezprawia", wprost nie moglam sie doczekac przesylki kurierskiej. Jednak po przeczytaniu, a raczej dowleczeniu sie w mekach do konca opowiesci, stwierdzam, ze jest to najgorsza do tej pory przelozona na jezyk polski powiesc autora. Wprost nie moglam uwierzyc, ze tak uwielbiany przeze mnie pisarz, splodzil takiego gniota. Nie ma tutaj ani jednego bohatera, ktorego daloby sie polubic, akcja wlecze sie jak kolej transsyberyjska, a brak jakiejkolwiek fabuly sprawil, ze zamiast obiecywanego w notce redakcyjnej thrillera dostalam nudna powiesc na pograniczu obyczajowki i dramatu.

Samantha Kofer, mloda adwokat, tuz po wybuchu kryzysku bankowego, spowodowanego upadkiem braci Lehman, zostaje wyslana na bezplatny urlop pracowniczy. Trafia do malej miejscowosci Brady w Wirginii, gdzie w ramach stazu ma sluzyc pomoca prawna w Gorskiej Klinice Pomocy Prawnej. Miejscowosc w Appalachach jest okregiem wydobywczym wegla kamiennego a glownymi klientami poradni sa gornicy i ich rodziny poszkodowane przez firmy zajmujace sie odkrywkowym wydobyciem. Przemoc, patologia, uklady i zwiazane z pylem weglowym choroby sa tutaj na porzadku dziennym. 
Samantha poznaje Donovana, adwokata specjalizujacego sie w pozywaniu kompanii weglowych. W centrum Brady prowadzi jednoosobowa kancelarie prawna. Zawalony obowiazkami zwiazanymi z praca prosi Samanthe o pomoc z pracami biurowymi. Dziewczyna zgadza sie zajac tym po godzinych. Oboje szykuja sie na wielki proces w obronie gornika, chorujacego na pylice, ktoremu odmowiono prawa do zasilku. Jednak walka z potentatem weglowym to nie tylko batalia sadowa, to rowniez walka ze zwolennikami firm dajacych gornikom zatrudnienie, ktorzy uciekaja sie do czynow gorszych niz zwykle pogrozki.

Wydaje mi sie, ze Grisham za bardzo skupil sie na samym problemie kopalni odkrywkowych i zapomnial przypisac do niego historii. Cala ksiazka jest swoistym sposobem na uswiadomienie czytelnika w kwestii niegodziwosci dokonywanych przez wielkie weglowe konglomeraty. Temat co prawda ciekawy ( dowiedzialam sie sporo rzeczy, o ktorych nie mialam wczesniej pojecia ) jednak wykonanie bardzo srednie. Zamiast ciekawej powiesci dostalam wylacznie szkic fabularny z plytkimi postaciami, szybko rozwiazywanymi kwestiami prawnymi, nieprzekonujacymi zlymi charakterami. Pierwsze sto stron ksiazki bylo opisem przezyc Samanthy od czasu zwolnienia jej z pracy do momentu kiedy trafila do Brady. Nudy , nudy i jeszcze raz nudy. Bo coz mozna powiedziec o mlodym, niedoswiadczonym korpoludku , ktory pracowal po 100 godzin tygodniowo i nie mial wogole zycia osobistego? Tutaj ksiazke ratowaly postacie rodzicow Samanthy, ktorych zycie bylo napewno bardziej interesujace niz glownej bohaterki. Samantha byla tak plytka i zadufana w sobie, ze po pierwszych 20 stronach przestalo mnie obchodzic co sie z nia stanie. Jak oni mogli zwolnic takiego pieknego i madrego pracownika i zeslac na daleka prowincje, gdzie nie robi nic innego jak teskni za wyrafinowanym loftem w Nowym Yorku? Grisham lepiej by zrobil jesli zamiast usmiercac Donovana juz na poczatku ksiazki, zabil by ja. Mlody prawnik mial przynajmniej jakas pasje a ona tylko wiecznie narzekala.

Byly takie momenty w ksiazce, ze az mi sie chcialo smiac ( a moze plakac ). Czy wierzycie, ze w Stanach Zjednoczonych obywatel nie w pelni wladz umyslowych, moze biegac ze strzelba po drodze stanowej, lapac kierowcow i zabierac ich do swojego prywatnego aresztu? I to tylko dlatego, ze jest rodzina szeryfa. W duzo moge uwierzyc, jednak na takie bzdury nie dam sie nabrac. Nawet jesy USA to stan umyslu, to z pewnoscia i tam dziala jakies prawo.

Cala ksiazka byla droga przez meke, jednak zakonczenie przybilo ostatni gwozdz do trumny. Wydawalo mi sie, ze autorowi w pewnym momencie po prostu znudzilo sie pisanie, zreszta wcale mu sie nie dziwie, bo kontynuowanie tej historii musialo byc niezwykle bolesne. Jednak miloby bylo gdyby ostatnim wysilkiem  Grisham polaczyl luzne konce rozpoczetych historii w jedna calosc. 

Komu polecam? Nikomu, nawet fanom Johna Grishama radze omijac ja szerokim lukiem i udawac ze nigdy o niej nie slyszeli.
Moja ocena 2/10 i to tylko z szacunku dla autora.