"Sprzeczne sugnały" Kasia Bulicz-Kasprzak

     Jeszcze jakiś czas temu omijałam polskich autorów (a w szczególności autorki) szerokim łukiem. Parę miesięcy temu postanowiłam to zmienić i dać im szansę. Przez ten czas trafiłam na wiele wspaniałych książek (więcej niż tych, które zostawiły po sobie niesmak) i poznałam ciekawych autorów, na których powieści czekam z niecierpliwością. Niestety tym razem jestem rozczarowana. A dlaczego? Wcale nie dlatego, że książka Bulicz-Kasprzak jest zła, bo nawet nieźle się ją czyta. Tym co mnie rozczarowało jest fakt, że powieść ta jest właśnie taka od jakich uciekałam -stereotypowa, prosta w odbiorze, taka jakich pełno na księgarnianych półkach. To historia, którą się czyta z zainteresowaniem, by za chwilkę zapomnieć. 

Ludmiła Janicka poproszona zostaje przez brata, zastępcę burmistrza, o odebranie z Urzędu Miasta
dokumentów, których potrzebuje do wieczornej prezentacji. Kiedy kobieta wchodzi do gabinetu brata znajduje zamordowanego Andrzeja Musiała, wieloletniego przyjaciela rodziny.Przestraszona kobieta prosi o pomoc siostrę bliźniaczkę, gdyż sama ze względu na swoją przeszłość, boi się że to ona może zostać oskarżona o zabójstwo.
W wyniku śledztwa okazuje się, że ofiara nie była do końca tym za kogo wszyscy go postrzegali.  Wychodzą na jaw uczynki z przeszłości. Dziwnym zbiegiem okoliczności cała wielopokoleniowa rodzina Janickich zostaje wplątana w policyjne śledztwo. 

Jakiś czas temu czytałam trylogię "Stulecie winnych", wspaniałe książki obyczajowe, opowiadające o losach wielopokoleniowej rodziny na przełomie wieków. Nie mogę sobie odpuścić i nie zacząć porównywać obu tych powieści, choć oprócz wielowątkowości i mnogości bohaterów, nie mają ze sobą praktycznie nic wspólnego. Jednak coś co wyszło rewelacyjnie w przypadku powieści obyczajowej, niekoniecznie zadziałało w tej, którym ważnym wątkiem jest zagadka, morderstwo i suspens. Czytając "Sprzeczne sygnały" odnosiłam wrażenie, że stoję w oku cyklonu i jak tylko wyciągam rękę po jakiś szczegół to wciąga mnie chaotyczny wir, którego nie sposób zrozumieć. 
Rodzina Janickich składa się z mnóstwa osób, które w większości się nienawidzą. Kiedy czytamy o postaciach, których jedynym celem w życiu jest wbicie noża w plecy swojego męża, teściowej czy innego członka, zaczynamy wątpić w sens rodziny jako jednostki społecznej. Moim zdaniem wszystkie wartości jakimi powinien kierować się człowiek, takie jak zaufanie, miłość, szacunek, zostały tutaj zniekształcone a czasem nawet zapomniane. Przez pierwsze 200 stron książki czekałam na coś pozytywnego, jakiekolwiek ludzkie odruchy bohaterów, ale z każdą przekręconą przeze mnie stroną działo się coraz gorzej. A najdziwniejsze jest to, że wcale nie mamy tutaj do czynienia z rodziną patologiczną. Jest to po prostu zbiór osobowości, które mniej lub bardziej przypadkowym zrządzeniem losu, stały się sobie bliskie. Ciekawi mnie czy takie rodziny istnieją? Czy da się egzystować w komórce, w której wszystkie wartości są odwrócone.  Ta książka to przykład tego jak nie należy traktować innych, jak nie wychowywać dzieci. Jest tak pesymistyczna, że w pewnym momencie miałam ochotę spakować walizki poszczególnych bohaterów i wysłać ich na Wyspy Karaibskie- po odrobinę słońca i radości. 

Cała zagadka, morderstwo Andrzeja Musiała, to tak naprawdę początek większego wątku. Nie będzie spojlerem jak powiem, że doskonale wiemy kto stoi za zabójstwem społecznika. Jednak w trakcie śledztwa poznajemy szerokie tło zdarzeń, które rozgrywają się w małym miasteczku. Uwaga : mamy tutaj nawet do czynienia z rosyjską mafią. Rzeczą, która mnie denerwowała jest obraz polskiej policji przedstawiony przez autorkę. W pewnym momencie naprawdę zaczęłam się zastanawiać czy taka jednostka miała by prawo bytu. Jeszcze w żadnej książce nie spotkałam się z takim brakiem profesjonalizmu : począwszy od spożywania alkoholu na służbie a skończywszy na zaniedbywaniu obowiązków służbowych. Jeśli dwójka naszych komisarzy od początku prowadziłaby śledztwo zgodnie z wytycznymi, które powinni im wpoić w szkole policyjnej, to zagadka byłaby rozwiązana szybciutko. Niestety to niekonsekwencja, zaniedbanie i lenistwo funkcjonariuszy było największą porażką śledztwa. 

To nie jest pierwsza książka autorki, którą miałam okazję przeczytać. Kilka miesięcy temu w moje ręce trafiło "Pójdę do jedynej", książka którą byłam wprost oczarowana. Pamiętam, że w swojej recenzji chwaliłam styl autorki. Tym większe jest moje rozczarowanie w przypadku "Sprzecznych sygnałów". To książka napisana prościutkim stylem, pełnym równoważników zdań i żartów, które są bardziej czerstwe niż chleb z Wigilii. Niby nie new adult a jednak napisane w formie książki dla nastolatków. Po autorce, w której dorobku jest niemalże dziesięć pozycji, spodziewałam się niestety więcej. 

"Sprzeczne sygnały" to powieść sensacyjno-obyczajowa (dokładnie w takiej kolejności) skierowana do czytelników, którzy nie mają większych wymagań. Ze względu na prosty styl czyta się wyjątkowo szybko. Fabuła jest spójna, zagadka ciekawa a jednak czegoś tutaj zabrakło. Natłok bohaterów i ich historii powoduje wprost niepotrzebny chaos. Nawiązywanie do przeszłości cofa akcję a skakanie z jednego wątku na drugi sprawia, że traci ona na liniowości. Przeczytałam, poznałam rozwiązanie zagadki, i powoli zaczynam zapominać. Jest to idealna książka do pociągu, gdzie niby czytamy a tak naprawdę wyglądamy przez okno podziwiając widoki. To powieść, która nie wymaga od nas ani wysiłku intelektualnego ani skupienia. Osobiście nie polecam ale też nie odradzam.  

Tytuł : "Sprzeczne sygnały"
Autor : Kasia Bulicz-Kasprzak
Wydawnictwo : Edipresse Książki
Data wydania : 28 lutego 2018

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 


Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger