"Cień matki" Diane Chamberlain

     Są takie książki po które sięgamy po to by się zrelaksować i zapomnieć o problemach dnia codziennego, i właśnie do nich należy "Cień matki" Diane Chamberlain. Choć jest to trzecia część cyklu dziejącego się w malowniczym miejscu Kiss River, to śmiało można potraktować ją jako odrębną całość. Mi zupełnie nie przeszkadzało, że nie czytałam poprzednich powieści autorki. Diane Chamberlain ma to coś, czego szukam u pisarzy : lekkość stylu, przystępny język oraz moc sprawiania by nawet z pozoru zwykła powieść obyczajowa stała się czymś szczególnym, tajemniczym a czasem wręcz zaskakującym. Czytelnicy, którzy zdecydują się sięgnąć po tę powieść nie będą zawiedzeni, gdyż w ich ręce wpadnie dokładnie to co reklamuje wydawca : kryjąca mnóstwo rodzinnych sekretów powieść obyczajowa z elementami romansu. Czyli coś co uwielbia większość czytelniczek. 

Lacey O'Neill, witrażystka, mieszkająca w opuszczonym domu latarnika, pomimo upływu lat wciąż
nie może pogodzić się ze śmiercią matki. Ta uwielbiana przez wszystkich kobieta, nazywana często "Świętą Anną" została zamordowana przez psychopatę, kiedy wraz z córką przygotowywała świąteczną kolację w Domu Samotnej Matki. 
Pewnego dnia Lacey dowiaduje się, że jej najbliższa przyjaciółka z dzieciństwa, Jessika, ginie w wypadku samochodowym. Podczas uroczystości pogrzebowych dowiaduje się, że ostatnią wolą zmarłej było powierzenie opieki prawnej nad jej jedenastoletnią córką, właśnie Lacey. Zaskoczona dziewczyna zgadza się zostać rodziną zastępczą dla młodej i zbuntowanej Mackenzie. Pomimo protestów nastolatki, wracają do Kiss River z tętniącego życiem Phoenix. 
Lacey postanawia zdradzić Mackenzie sekret, który ukrywała przed nią jej matka. Kobieta wie kto jest ojcem dziewczyny.

Książki obyczajowe są o tyle ważne o ile przedstawiają sytuacje i bohaterów, którzy są realni. Czytając "Cień matki" nie miałam ani grama wątpliwości, że przedstawiona historia mogła wydarzyć się naprawdę. Choć autorka poruszyła dość kontrowersyjne tematy, a rodzina naszej głównej bohaterki jest dość szczególna (można ją nawet określić po części patologiczną) to nic tutaj nie było przesadzone.  We współczesnych Stanach Zjednoczonych codziennie giną ludzie. Psychopaci i szaleńcy łapią za broń i wpadają do szkół podstawowych gdzie zbierają krwawe żniwo. To, że matka Lacey padła ofiarą szaleńca nie dość, że mogło się zdarzyć to jeszcze było całkiem prawdopodobne i mieściło się w błędach statystycznych. Podobnie sprawa się ma z powierzeniem opieki nad nieletnią. Jeśli akcja książki rozgrywała by się w Polsce to oczywiście żaden sąd nie oddał by nastolatki pod opiekę innej młodej kobiety, bez stałego miejsca zamieszkania, do tego byłej seksoholiczce (czy oby na pewno byłej?), mającej problemy natury osobistej. Ale na całe szczęście akcja powieści dzieje się w Karolinie Północnej, gdzie spisany prawomocnie testament jest dokumentem praktycznie niepodważalnym. Więc sami widzicie, że wszystko to co może wam się wydać naciągane czy wręcz nieprawdopodobne jest tak naprawdę elementem naszej rzeczywistości. Tyle jeśli chodzi o wydarzenia, sytuacja z głównymi bohaterami wygląda z goła inaczej.

Cechą charakterystyczną amerykańskich bohaterów powieści obyczajowych jest ich skrajny indywidualizm. Ciężko jest mi krytykować pracę autorki, gdyż nie znam (nawet pobieżnie) amerykańskiej młodzieży. Jednak wydawać by się mogło, że aż tak bardzo nie różni się ona od młodzieży europejskiej, w końcu ogląda te same programy na Netflixie, korzysta z iPhonów czy androidów. W naszej wielkiej globalnej wiosce ciężko jest teraz o indywidualizm. Dlatego trudno mi uwierzyć by Lacey, jako czternastolatka, była tą dziewczyną o której pisze Chamberlain : rozpuszczoną nastolatką, uprawiającą sex z ledwo poznanymi chłopakami, żłopiącą piwo i sięgającą po miękkie narkotyki, i to nie okazjonalnie tylko codziennie. Oczywiście autorka ten stan rzeczy tłumaczy załamaniem nerwowym po śmierci matki oraz faktem, że w szkole średniej tak właśnie się robi. Otóż nie, tak się nie robi, wiem bo sama przeżyłam cztery lata liceum. Owszem zdarzają się dzieci z rodzin patologicznych jednak nawet one żyją w ramach jakiegoś systemu, który walczy z zaniedbaniami wychowawczymi rodziców czy opiekunów prawnych. Czyżby w Stanach, tym kraju wolności i demokracji, było inaczej? Jeśli każdy wie, że młodzież w collegach nie robi nic innego oprócz narkotyzowania się i oddawania rozpuście, to dlaczego nikt nie ingeruje? Gdzie był ojciec Lacey, kiedy najbardziej go potrzebowała? Gdzie była dalsza rodzina? Czyżby nikt nie zwrócił uwagi na to, że nastolatka ma wielki problem? Idąc dalej tym tropem, Lacey nagle wydoroślała, tak po prostu bez niczyjej pomocy. Z małej dziewczynki, niczym motyl, przekształciła się w młodą kobietę, która sama zdecydowała się na wizytę u psychoterapeutki, bo choć już nie ćpała i nie piła to jednak pozostało jej zamiłowanie do skoków w bok. Ale moi mili nie martwcie się, dzięki radom psycholożki (to koniecznie musicie przeczytać, są tak idiotyczne), wyleczyła się i z tego, oczywiście dużą rolę odegrała tutaj silna wola. 

To właśnie ta łatwość rozwiązywania konfliktów oraz fakt, że wszystko się dobrze kończy sprawiło, że odebrałam książkę z jednej strony jako lekarstwo na poprawienie humoru oraz nośnik nadziei, a z drugiej byłam nieco rozczarowana tym, że w moje ręce trafił istny "american dream" i zaczęłam nawet żałować, że moje życie nie jest takie proste i łatwe. "Cień matki" to książka, w której absolutnie wszystko jest możliwe : zmieniają się nawet charaktery bohaterów, bardzo łatwo tutaj o wybaczenie. Ludzie, którzy się nienawidzą, po kilku stronach będą się kochać, a ci sobie zupełnie obcy zaczną się traktować jak najbliżsi członkowie rodziny. Owszem, tak to może wyglądać w filmowym scenariuszu czy na kartach książki, jednak czy życie zawsze pisze takie różowe scenariusze? Przez to, że wszystko przychodzi naszym bohaterom z taką łatwością, poruszone przez autorkę trudne, życiowe (często kontrowersyjne) tematy straciły na znaczeniu, zostały strywializowane i spłycone. 

Choć nie mogłam się oprzeć konstruktywnej (mam nadzieję) krytyce, to i tak uważam, że autorka odwaliła kawał dobrej roboty- w końcu setki recenzentów, zarówno z Polski jak i ze świata, nie mogą się mylić. Ja moją przygodę z Diane Chamberlain zaczynałam z pustą kartką i muszę przyznać, że jestem na tak. Dobrze napisana fabuła sprawiła, że nie mogłam oderwać się od czytania. Ciekawi, choć przerysowani bohaterowie, dali się zrozumieć i jednocześnie polubić, a całość wyszła nad wyraz pozytywnie. Oczywiście "Cień matki" to nadal tylko powieść obyczajowa a nie literatura z wyższej półki, jednak takich książek też potrzebujemy, dla tych szczególnych chwil relaksu. Polecam.


Tytuł : "Cień matki"
Autor : Diane Chamberlain
Wydawnictwo : Prószyński i S-ka
Data wydania : 6 marca 2018
Liczba stron : 480
Tytuł oryginału : Her Mother's Shadow 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 

 

Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger