"Gra w kolory" Marzena Rogalska

     Muszę wam zdradzić, że dopiero po przeczytaniu książki, w ramach poszukiwania informacji i porównywania opinii czytelników, dowiedziałam się, że jest to druga część cyklu. Cieszę się, że ta informacja do mnie dotarła (lepiej późno niż wcale) gdyż miała znaczący wpływ na moją recenzję. Ale o tym dalej. Czy podobały mi się przygody Agaty? "Gra w kolory" jest typowym przykładem dobrze napisanej powieści obyczajowej, więc dla fanów gatunku będzie nie lada gratką. Mnie natomiast zainteresował fakt elastyczności i zarazem plastyki języka autorki. Z jednej strony widoczne jest podobieństwo do stylu innych polskich autorek a z drugiej powieść zawiera rozbudowane fragmenty, które napisane są językiem typowym dla amerykańskich powieściopisarzy. To właśnie one skradły moje serce i sprawiły, że ta z pozoru zwykła powieść obyczajowa nabrała głębi i mocy. 

Po dotkliwej stracie, Agata wraca do Krakowa, by dopilnować prac towarzyszących otwarciu nowej
agencji zajmującej się eventami kulturalnymi. Pewnego dnia na jej skrzynkę emailową trafia fragment pamiętnika nieznanego autora. Zauroczona stylem i językiem notatek dziewczyna, postanawia wykorzystać wszystkie swoje znajomości by dowiedzieć się kto jest ich autorem. W tym samym czasie, po raz pierwszy postanawia odwiedzić grób swojego ojca, który zmarł kilkanaście lat wcześniej. Na cmentarzu odkrywa tajemnicę, która nie pozwoli jej spokojnie spać. Kim jest osoba, która opiekuje się grobem jej ojca, skoro mężczyzna nie miał bliskiej rodziny? Dlaczego zniknął kiedy Agata była młoda i co spowodowało, że umarł tak młodo. Na te wszystkie pytania, już niedługo poznamy odpowiedź. 

Wszystkie osoby mające ochotę sięgnąć po tę pozycję muszę zapewnić, że jest to typowa powieść obyczajowa, gdzie więcej jest opisów uczuć naszych bohaterów niż samej akcji. Jeśli lubicie książki, których fabuła składa się z małych drobiazgów, opisów życia codziennego, przemyśleń, analiz wspomnień i opisów zwykłych wydarzeń, które mogą się przytrafić każdemu z nas, to jest to idealna książka dla was. Opowiada ona o losach Agaty, która po śmierci ukochanego, stara się powiązać koniec z końcem. Oczywiście z pomocą najbliższych przyjaciół. A tych, wierzcie mi, jest tutaj całe mnóstwo. Na początku troszkę się gubiłam w imionach i miałam trudności ze spamiętaniem kto jest kim. Jednak wraz z rozwojem powieści stało się to bardziej intuicyjne. Teraz już wiem, że przyczyną takiego stanu rzeczy był fakt, iż nie czytałam pierwszej części powieści, gdzie autorka prawdopodobnie zaznajomiła nas z większością głównych bohaterów. Czytając zastanawiałam się również kim była wielka miłość naszej głównej bohaterki, bo informacji o nim było wyjątkowo mało. Cofnęliśmy się do miłości z czasów studiów, duży fragment poświęcony był również mężowi Agaty, jednak wzmianek o Kostku było mało. Nawet nie wiem dlaczego umarł. Czy zmarł potrącony przez samochód? Czy zabiła go nieuleczalna choroba?  A może (choć to akurat niewiarygodne) starość? Autorka na tyle wzbudziła moją ciekawość, że będę zmuszona sięgnąć po poprzedni tom, pewnie i tym razem się nie zawiodę bo opinie czytelników są nadzwyczaj pozytywne. 

Był w książce jeden aspekt, który niezbyt przypadł mi do gustu. Choć autorka starała się odwrócić przysłowiowego kota ogonem i wmówić nam, że najważniejsza w życiu jest miłość, rodzina i domowe ognisko, tak przekaz wypływający spomiędzy wierszy był zgoła inny : nic nie daje więcej szczęścia niż pieniądze. Nasi bohaterowie mieli masę problemów : atak hakerski na firmę, spłacenie współwłaścicielki spółki cywilnej itp i choć to właśnie pomoc przyjaciół podkreślała autorka to jeśli Ci przyjaciele nie mieliby milionów na koncie, a co za tym idzie potężnych popleczników, to i problemy pozostałyby nierozwiązane. Zresztą świat Agaty, choć tutaj też autorka stara się nam wmówić, że to świat zwykłego szarego człowieka, to arena dla wielkich pieniędzy i władzy, nawet na poziome ogólnoświatowym. Niektóre postacie, ze względu na ich hobby czy też profesję wydawały się wprost niewiarygodne, wyjęte rodem z Doliny Krzemowej, a nie z naszego pięknego Krakowa. 
Zresztą wszystko w tej książce było zbyt piękne by mogło być prawdziwe. Jest to powieść tak naładowana optymizmem, że powinna się nazywać "Gra w kolor zielony", który jak wiadomo symbolizuje nadzieję. Na pewno jest to świetna lektura dla kogoś, kto potrzebuje sobie poprawić humor. 

Jak to bywa w przypadku powieści obyczajowych, dużo jest tutaj uczuć, rozmów, analizy otoczenia i obserwacji. Jest to książka o cudzie miłości ( o cudzie zauroczenia również), o dorastaniu, ambicjach i potędze przyjaźni. Czytając zastanawiałam się, czy ja sama mam kogoś takiego jak przyjaciele Agaty? Kogoś tak wiernego i oddanego, kto stawi się na każde moje zawołanie, gdyż nie oszukujmy się życie Agaty, pomimo cierpienia, jest raczej bajkowe. 

"Gra w kolory" to ciekawa i wciągająca powieść, przy której warto zarwać wieczór ( a nawet noc). Naładowana optymizmem, przepełniona nadzieją i tryskająca humorem jest książką, która znajdzie wiernych czytelników, którzy z niecierpliwością będą czekać na kolejne tomy. Jak na powieść obyczajową jest naprawdę dobra. Warto przeczytać chociażby dla wspaniałych fragmentów pamiętnika nieznanego pisarza, które moim zdaniem są majstersztykiem stylu. Polecam.

Tytuł : "Gra w kolory"
Autor : Marzena Rogalska
Wydawnictwo : Znak
Data wydania : 14 lutego 2018
Liczba stron : 400

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :

 
 

Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger