"Dziewczyna z kabiny numer 10" Ruth Ware

     Muszę się wam do czegoś przyznać. Powoli zaczynam sądzić, że przeczytanie "Dziewczyny z pociągu" staje się moim przekleństwem. A dlaczego? Ponieważ każdy kolejny thriller przyrównuję właśnie do tej książki. Tym razem podobieństwo jest na tyle znaczne, aż odniosłam wrażenie, że autorka nawet nie próbowała wymyślić czegoś oryginalnego. I choć fabuła w znacznym stopniu pokrywa się z powieścią Pauli Hawkins, to muszę przyznać że nadal czytało mi się świetnie. Jest to typowa powieść z dreszczykiem od której nie sposób się oderwać nawet pomimo faktu, że czytelnik doskonale zna (lub się domyśla) zakończenia. 

Laura Blacklock, dziennikarka w magazynie podróżniczym, zostaje napadnięta we własnym domu.
Napastnik na jej oczach plądruje mieszkanie. Kobiecie udaje się wyjść z tej sytuacji bez uszczerbku na zdrowiu. Pomimo szoku psychicznego postanawia wziąć udział w rejsie statkiem pasażerskim w zastępstwie swojej przełożonej. Dzięki temu ma szansę na awans. 
Aurora to luksusowy jacht mieszczący góra 20 pasażerów i podobną ilość członków załogi. Już pierwszego wieczoru  Lo wychodzi na pokład ponieważ usłyszała dobiegające z sąsiedniej kabiny hałasy. Wychylając się za reling dostrzega krew na werandzie. Przestraszona postanawia zawiadomić ochronę statku. Kiedy przybywa osoba odpowiedzialna za bezpieczeństwo pasażerów krew znika a sąsiedni pokój, zamieszkany jeszcze parę godzin wcześniej przez młodą kobietę, stoi pusty. Okazuje się, że nie brakuje żadnego z pasażerów czy członków załogi. Z braku dowodów i poszlak, nikt nie wierzy w zeznania kobiety. Lo na własną rękę stara się rozwiązać zagadkę tajemniczej kobiety. 

Och jak dużo tu podobieństw do wspomnianej "Dziewczyny z pociągu". Co prawda zamiast znudzonej życiem alkoholiczki mamy tutaj chorą na depresję, zażywającą leki psychotropowe młodą kobietę, jednak i w tej książce alkohol odgrywa dość dużą, jeśli nawet nie pierwszoplanową rolę. I w związku z tym muszę wam zadać jedno pytanie. Czy zwróciliście może uwagę na to, że nasi bohaterowie coraz częściej sięgają po kieliszek? Piją a potem wygadują bzdury, kłócą się z ukochanymi czy wręcz robią rzeczy szalone. Czy naprawdę alkohol musi być nowym remedium na luki w fabule? Tutaj z pewnością jest częstym alibi. 
Kolejna rzecz wspólna to środek transportu i mobilność naszej głównej bohaterki. Tym razem zamiast kolejki podmiejskiej mamy wspaniały, luksusowy jacht, jednak wrażenie niezmienności i pewnego rodzaju alienacji pozostaje. 
Autorka oczywiście pozmieniała parę rzeczy, tam coś ujęła a gdzie indziej coś dodała, jednak przez cały czas czytania tej książki odnosiłam wrażenie, że "to już gdzieś było". Dobrze chociaż, że kopiowała od najlepszych. 

Chciałam w paru słowach opowiedzieć o naszej głównej bohaterce. Co prawda nie znienawidziłam jej od razu, jednak uważam że jak na heroinę i główną postać w trzymającym w napięciu thrillerze wypadła mało realistycznie. Po pierwsze na pewno zmieniłabym jej zawód. Sama jestem dziennikarką i choć nie pracuję w zawodzie wiem jakich cech mogę się spodziewać od kolegów po fachu. Są to odważni ludzie, biorący życie takim jakim jest, dociekliwi, uwielbiający towarzystwo i wygadani. Lo jest tego przeciwieństwem. Jej odwaga jest raczej wypadkową nieszczęśliwego przebiegu zdarzeń, wiecznie narzeka na to co ją spotkało w życiu, stroni od ludzi co często sprawia wrażenie jak by się ich bała . Fakt jest dociekliwa i zadaje pytania jednak czy wy byście nie zachowywali się podobnie jeśli bylibyście świadkami morderstwa i nikt by wam nie wierzył? 
Niestety dla mnie Lo wypadła mało przekonująco. Na miejscu autorki główną bohaterką uczyniłabym kogoś z obsługi jachtu, jakąś młodą masażystkę czy kucharkę, wtedy jej wpadki byłby bardziej wiarygodne i jednocześnie ciekawsze. 

Ale ja tu narzekam i narzekam ale tak naprawdę to książka mi się podobała. Czytało się szybciutko, akcja mnie wciągnęła a podobieństwo zarówno do klasyki jak i współczesnych bestsellerów tak naprawdę dodało jej smaczku. Wydawca miał rację porównując powieść Ruth Ware do książek Agaty Christie, ta sama zamknięta, wręcz klaustrofobiczna przestrzeń, małe grono podejrzanych a wśród nich bezwzględny morderca. Już samo to podobieństwo sprawiło, że praktycznie połknęłam tę książkę na raz. Miłym dodatkiem był styl autorki i brak większych luk fabularnych. Co prawda dość wcześniej udało nam się rozwiązać zagadkę, a na koniec zostały nam same pomniejsze zwroty akcji, niemniej jednak napięcie było do samego końca. 

Jest to druga książka tej autorki jaką przeczytałam. Przy debiucie, który dość ostro skrytykowałam (recenzja tutaj) obiecałam, że dam autorce kolejną szansę. I dałam. Tym razem wyszło dużo lepiej, jednak nadal czekam na to wielkie "wow", na coś oryginalnego co wyróżni powieść z grona jej podobnych. Choć nie lubię dawania kolejnych i kolejnych szans tak teraz jestem przekonana, że Ruth Ware trzyma jakiegoś asa w rękawie. A ja chcę się przekonać czy nim zagra. 
"Dziewczyna z kabiny numer 10" to trzymający w napięciu thriller, który umili wam jeszcze dość zimne wieczory. Z mojej strony polecam a sama czekam na więcej.

Tytuł : "Dziewczyna z kabiny numer 10"
Autor : Ruth Ware
Wydawnictwo : Prószyński i S-ka
Data wydania : 15 lutego 2018
Liczba stron : 408
Tytuł oryginału : The Woman In Cabin 10

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 




Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger