poniedziałek, 29 maja 2017

"Barry Lyndon" William Makepeace Thackeray

 Tytuł : "Barry Lyndon"
 Autor : William Makepeace Thackeray
 Wydawnictwo : Replika
 Rok wydania : 2017
 Liczba stron : 432
 Tytuł oryginału : The Memories Of Barry Lyndon, ESQ.

 Prawdziwy oszust


Ta książka jest świetnym przykładem na to, że nie należy się bać szeroko pojętej klasyki. Z początku się obawiałam, że język XVIII wiecznego pisarza będzie dla mnie zbyt trudny (jak w przypadku większości rodzimych autorów) jednak już pierwsze kilkanaście stron rozwiało moje obawy. Również nigdy wcześniej nie czytałam żadnej powieści łotrzykowskiej. Teraz tego żałuję i koniecznie muszę nadrobić zaległości. "Barry Lyndon" to jedna z najlepszych książek jakie przeczytałam w życiu, istny majstersztyk. Dziękuję wydawnictwu za przygotowanie pięknej okładki, gdyby nie ona to pewnie książka nigdy nie wpadła by w moje ręce. Jestem wprost zachwycona i polecam każdemu, nie tylko wymagającym czytelnikom.

Redmond Barry z Ballybarry pochodzi z szanowanej rodziny, choć ta lata świetności ma już za sobą. Stracili ziemię, pieniądze i tytuły. Po śmierci ojca, Redmond wraz z matką zamieszkują w rozpadającej się chacie. Często nie mają czego włożyć do garnka. Jednak matka młodzieńca utwierdza go w przekonaniu, że jest szlachcicem w każdym calu. Redmond dużo czasu spędza w domu swojego wujostwa, znanej i bogatej rodziny. Wuj traktuje go jak swojego syna, zapewnia mu edukację, uczy walki, kupił mu nawet konia gdyż bez tego zwierzęcia żaden szlachcic obejść się nie może. Redmond traci głowę dla swojej kuzynki, w której pomimo znacznej różnicy wieku się zakochuje. Młoda kobieta jak wiele irlandzkich trzpiotek daje chłopakowi płonne nadzieje i dosłownie wodzi go za nos. Kiedy okazuje się, że ma wyjść za mąż za kapitana Quinna i między mężczyznami dochodzi do kłótni, butny i odważny Redmond wyzywa żołnierza na pojedynek. Kiedy Quinn zostaje pokonany Redmond musi opuścić rodzinne miasto by ukryć się przed policją. Matka oddaje mu wszystkie oszczędności i wysyła na studia do Dublina. Po kilku latach pełnych rozrywek kiedy w kieszeni hula wiatr a liczba długów rośnie Redmond decyduje się na wstąpienie do armii wraz z którą jedzie do Europy by wziąć udział w wojnie siedmioletniej.



William Makepeace Thackeray znany jest głównie dzięki powieści "Targowisko próżności", znakomitej satyry na wiktoriańskie społeczeństwo. Sam nazywał tę książkę, napisaną w 1848 roku, "powieścią bez bohatera". Jednak już cztery lata wcześniej napisał dzieło, które można by nazwać tym mianem gdyż Redmonda Barrego z Ballybarry z pewnością możemy zaliczyć do grona antybohaterów. To właśnie on w głównej mierze (czasem wtrąca się narrator w trzeciej osobie) jest głównym narratorem naszej powieści. Wybór ten jest niezwykle groteskowy. Czytamy pamiętniki osoby, której zupełnie nie da się zaufać, a jednocześnie wierzymy w każde słowo nawet jeśli wiemy, że jesteśmy oszukiwani.
Redmond Barry jest postacią fascynującą. Pomimo wiatru hulającego po kieszeniach uważa się za szlachcica i donżuana, którego rodowód sięga pierwszych królów irlandzkich. Oczywiście heraldyka i historia są dla niego pojęciami obcymi jednak nadrabia sprytem i wyobraźnią. Jak już wiemy nasz Barry, biedny jak mysz kościelna robi wszystko by zdobyć sławę i pieniądze. Normalny człowiek by poszedł do pracy jednak nasz antybohater nie będzie sobie brudził rąk. Najpierw przepuszcza rodzinne oszczędności na alkohol, kobiety i różne zbytki by z braku innej możliwości zaciągnąć się do wojska z którego dezerteruje przy pierwszej nadarzającej się okazji. Myśli, że jest sprytny i zawsze będzie dopisywało mu szczęście jednak jest również naiwny i zadufany w sobie, a także młody i łatwowierny. Dzięki tym cechom charakteru staje się łatwym celem dla łowców głów. Znowu trafia do wojska, tym razem zmuszony do walki po stronie Prus. Po wojnie, zostaje szpiegiem, co niezbyt mu się podoba (ponoć był kelnerem w hotelu, gdzie musiał podsłuchiwać gości). Kolejny raz dopisało mu szczęście i dzięki wujowi udało mi się uciec. Razem ze starszym panem jeździli po świecie, grali w karty raz tracąc raz zdobywając fortunę. Raz stać ich było na mieszkanie w najokazalszych pałacach, kupowanie wysadzanych diamentami surdutów oraz złotych karoc a innym razem jednego dnia tracili wszystko i musieli posługiwać się fałszywymi wekslami. Po kilkunastu latach Redmondowi udaje się wrócić do rodzinnej Irlandii. Dopiero tutaj zaczyna mu sprzyjać prawdziwe szczęście. Poznaje kobietę, dzięki której staje się jednym z najbogatszych ludzi w kraju. 

Osoby, które nastawiają się na iście łotrzykowską powieść, gdzie akcja toczy się jak rollercoaster, gdzie pełno pojedynków, scen walki, na powieść gdzie dobro w końcu zwycięży zło niech lepiej po tę książkę nie sięga. Mamy tutaj raczej do czynienia z bohaterem, który jest oderwany od wydarzeń, w których bierze udział. Często zwraca się bezpośrednio do nas mówiąc, że szczegółowy opis zdarzeń może nas znudzić, lub że pewnie nie chcemy o tym słychać. Raczej krąży wokół tematu niż naprawdę o nim opowiada. William Makepeace Thackeray miał ogromną wiedzę o otaczającym go świecie, historię Europy znał na wylot, nie obce mu również był obyczaje panujące na różnych europejskich dworach. Znana jest również jego awersja do wojny i armii, którą zresztą możemy wyczuć na kartach tej powieści. Europa Thackeraya jest miejscem pełnym przemocy, brudu, korupcji i hazardu. Próbowałam znaleźć tutaj choć jedną postać, która byłaby z natury dobra. Bez skutku. Osobiście uwielbiam książki Karola Dickensa, jednego z najlepszych pisarzy tej epoki. One również były mroczne, brudne. Dickens malował słowami przerażające obrazy, jego styl był teatralny, prezentacja malownicza a dialogi bardzo rozbudowane. Styl Thackeraya jest panoramiczny. Bohater pierwszoplanowy rzadko zbliża się do konkretnej sytuacji czy punktu zwrotnego zamiast tego koncentrując się na własnej postaci. Jest oczywistym nietaktem przekonanie naszego głównego bohatera o własnej świetności i prawości kiedy czytamy o jego niecnych czynach a wszystko to podane jest wulgarnym jednak bardzo eleganckim stylem. W niczym nie widzi swojej winy, wszystko co go spotyka jest po prostu sumą przypadków i towarzyszącego mu szczęścia czy pecha. Zawsze potrafi się sam usprawiedliwić, a jak mu tak wygodnie to po prostu przemilcza fakty. Mamy tutaj do czynienia z bohaterem cierpiącym na schizofrenię, którego wyobrażenie o sobie jest z założenia błędne jednak on sam nie zdaje sobie z tego sprawy. Naprawdę autorowi należą się wielkie brawa bo wykreować taką postać to sztuka sama w sobie. 

Czytając powieść możemy dostrzec rozczarowanie autora zarówno ludźmi jak i innymi pisarzami jego czasów. Sam styl pisarski XVIII wieku pełen romantycznych pojęć poetyckiej sprawiedliwości, dążący do podniesienia standardów moralnych w społeczeństwie był mu obcy.Ta książka to poniekąd satyra na uduchowione społeczeństwo, które pomimo kodeksów i praw cechuje hipokryzja i brud. 

"Barry Lyndon" to napisana świetnym, prostym językiem powieść, od której po prostu nie da się oderwać. Okraszona jest dawką czarnego humoru tak typowego dla angielskich pisarzy (choć Tackeray urodził się w Indiach). A smaczku dodaje fakt, że cała powieść inspirowana jest życiem Andrew Robinsona Stoneya- znanego poszukiwacza przygód. 
Jest to powieść dla wszystkich, którzy szukają nowych wyzwań i nie boją się sięgnąć po powieść inną od wszystkich, po gatunek z którym nie mieli wcześniej do czynienia. Myślę, że każdy będzie pod wrażeniem. Polecam również film.