piątek, 28 kwietnia 2017

"Listy do pałacu" Jorge Diaz

 Tytuł : "Listy do pałacu"
 Autor : Jorge Diaz
 Wydawnictwo : Rebis
 Rok wydania : 2017
 Liczba stron : 480
 Tytuł oryginału : Cartas a Palacio 




 Wzrusza i uczy

W końcu mi się poszczęściło i trafiłam na książkę, która całkowicie spełniła moje oczekiwania. Kolejny raz nie zawiodłam się na hiszpańskich pisarzach. Jorge Diaz zapewnił mi świetną rozrywkę i do tego lekcję historii, którą powinien poznać każdy europejczyk. Z takich książek powinniśmy się uczyć o losach naszego kontynentu. Informacje podane w przystępnej formie, ciekawa fabuła, interesujące postaci. Za to właśnie uwielbiam obyczajowe powieści historyczne. 

Zbliża się ślub Bianki, kiedy dziewczyna dowiaduje się, że jej przyszły mąż ma kochanki. Zamiast sakramentalnego "tak" przed ołtarzem oczernia swojego kochanka, odkrywając przed wszystkimi gośćmi jego prawdziwą naturę. Kobieta postanawia zrobić coś nowego z własnym życiem. Urodzona w wysoko sytuowanej, szlacheckiej rodzinie od najmłodszych lat była przygotowywania do pójścia w ślady jej matki.
Jej jedynym obowiązkiem było znaleźć męża i brylować na parkietach. Bianca ma jednak inne plany. Szokuje swoją matkę, kiedy wyjawia jej, że postanawia iść do pracy. Dzięki znajomościom ojca dostaje posadę w nowo otwartym Urzędzie ds. Ochrony Jeńców. W Europie trwa I Wojna Światowa. Wielu ludzi nie zna losu swoich bliskich. Do pałacu królewskiego napływają listy z prośbami o pomoc. Hiszpania jako państwo neutralne nie bierze udziału w wojnie, jednak król postanawia zaangażować się osobiście w niesienie pomocy pokrzywdzonym rodzinom. Głównym zadaniem Urzędu jest dbanie o los jeńców wojennych i umożliwienie im kontaktu z pozostawioną w krajach rodziną. 
Blance pomaga Manuel, madrycki anarchista, który pod fałszywym nazwiskiem ukrywa się w stolicy. 

Fani powieści historycznych (szczególnie tych hiszpańskich autorów) zapewne wiedzą, że ich znakiem rozpoznawczym jest mnogość bohaterów i ich historii. Każdej postaci poświęconych jest wiele stron, bardzo często losy wszystkich bohaterów się łączą, często w bardzo zaskakujący sposób. Muszę przyznać, że na początku książka wydawała mi się nieco chaotyczna. Narracja prowadzona jest w czasie teraźniejszym. Rozdziały są krótkie i każdy opowiada o losach innych bohaterów. W pierwszych kilkunastu rozdziałach poznajemy tylu bohaterów, że mamy mętlik w głowie. Mniej uważni czytelnicy łatwo mogą zgubić wątek. Potem jednak jest coraz lepiej. Autor daje nam czas na poznanie i polubienie naszych bohaterów. Każda postać jest tutaj inna, każda ma inne atrybuty, jednak są one jak najbardziej prawdziwe. Nie mamy tutaj do czynienia z czarno-białymi charakterami, tylko ze wszystkimi odcieniami szarości. Nikt nie jest tylko dobry, czy tylko zły, zupełnie jak w życiu. Właśnie ta wiarygodność sprawiła, że książkę czytało mi się niezwykle przyjemnie.
Przejdźmy teraz do naszych postaci. Mamy tutaj Blancę, odważną młodą kobietę, która postanawia walczyć o wolność kobiet do pracy i stanowieniu o własnym życiu- co było bardzo nowatorskie w Hiszpanii początków XX wieku. Poznajemy Manuela Camposa, anarchistę, który pragnie obalenia monarchii i poprzez sztuki teatralne i wystąpienia uświadamia ludzi jak niesprawiedliwy jest ustrój w którym żyją. Jest i Gawriło Princip, Serb, który zabił Franciszka Ferdynanda w Sarajewie, Alvaro Giner, przyjaciel króla Alfonsa XIII, kierownik Urzędu ds. Ochrony Jeńców, Jean-Marie Huguet hiszpański malarz zakochany w cygance i wiele wiele innych często kontrowersyjnych postaci. Mamy tutaj prawdziwy przekrój hiszpańskiego społeczeństwa.

Co mnie najbardziej zachwyciło w książce, to pomysł zbudowania jej na zasadzie kontrastów. W jednym rozdziale znajdujemy się w pałacu w Madrycie, gdzie z czterech stron otacza nasz przepych i zbytek, by w następnym poczuć smród okopów na zrujnowanej wojną francuskiej prowincji. Możemy pić kawę w jednej z uroczych paryskich kawiarenek a w następnej chwili przenosić kamienie w obozie jenieckim. Autor pokazuje nam wojnę z każdej strony. Widzimy ją zarówno oczami rządzących jak i walczących, zaangażowanych i tych przyglądających się z dystansu. Książka przepełniona jest bólem i cierpieniem, przyznam że parokrotnie zwilgotniały mi oczy. Jednak takich kontrastów jest tutaj więcej. Przyjrzyjmy się samemu Madrytowi gdzie obok siebie żyje tak wiele klas społecznych. To europejskie miasto jest doskonałym przykładem tego jakie wielkie nierówności społeczne panowały w Europie na początku wieku. Przyznajmy jednak szczerze, że niezbyt wiele się od tego czasu zmieniło. Razem z autorem chodzimy korytarzami pałaców i ulicami dzielnic biedoty, gdzie małe dzieci nigdy nie widziały zabawki. Zajadamy się canard a la presse lub kombinujemy jak zdobyć kawałek chleba. 

Poruszony jest tutaj również ważny temat jakim jest wolność obywatelska i równość społeczna. Ludzie domagają się większych swobód i praw. Czują się wykorzystywani przez elity społeczne. Panuje głód, nędza, ulice pełne są przestępców różnego asortymentu i morderców. Jest to dobry grunt na powstanie i działanie ruchów anarchistycznych, dążących do obalenia monarchii. Również kobiety zaczynają walczyć o swoje prawa, szczególnie te z elit społecznych. Już nie chcą być dodatkiem do swojego męża, elementem dekoracyjnym. Są wykształcone i niezależne, chcą podobnie jak mężczyźni pracować i mieć głos, który się liczy i jest słyszany.
Przyznam się szczerze, że czytając ten powieść zdałam sobie sprawę z ogromnych luk w mojej wiedzy na temat historii powszechnej. Wiem, że autor inspirował się faktami historycznym. Nie zdawałam sobie sprawy z istnienia Urzędu ds. Ochrony Jeńców, gdzie ludzie mogli napisać list z prośbą o pomoc w odnalezieniu zaginionych na froncie członków rodziny. Powstanie tej instytucji było pięknym gestem hiszpańskiego monarchy. 

Książka napisana jest prostym i przystępnym stylem. Warsztat autora, z zawodu dziennikarza i scenarzysty, nie pozostawia nic do życzenia. Zachowany jest balans pomiędzy dialogami i opisami, nic czytelnika nie przytłacza. Nie ma tutaj nudy tak częstej w powieściach historycznych. Jedyna rzecz, której mogę się przyczepić to przedstawienie faktów historycznych w zbyt podręcznikowy sposób, jednak zdarzało się to tylko fragmentami. Język autora jest niezwykle plastyczny a przedstawione miejsca zdarzeń są bardzo realnie opisane. Niezbyt często mi się zdarza czytając książkę, czuć zapachy i słyszeć dźwięki. Obraz był oddany w sposób tak rzeczywisty, że z łatwością udało mi się wkroczyć w przedstawiany nam świat. Dosłownie wczuć się w bohaterów, przeżywać razem z nimi historię. Momentami to aż bolało.
No i te dialogi. Wspaniałe. Rozmowy króla z Ginerem to był po prostu majstersztyk. Takie ironiczne, pełne życia.

Książka nie ma zawrotnej fabuły, nie roi się w niej od zwrotów akcji, jest typowym przykładem historycznej powieści obyczajowej w stylu "Katedry w Barcelonie". Przyznam, że jest to jedna z lepszych książek jakie przeczytałam w tym roku. Ciężko mi się było od niej oderwać i z każdą przewracaną stroną czułam żal, że już niedługo się skończy. Obawiałam się, że całość przytłoczy wątek miłosny, jednak nie mamy tutaj przesady. Za to śmiałe sceny erotyczne i pewien naturalizm, który cechuje prozę pisarza na pewno nadają powieści smaczku. 
Polecam fanom powieści historycznych, fanom romansów i obyczajówek. każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Bardzo dobra lektura, która wzrusza i uczy.