środa, 28 grudnia 2016

"Gdzie jest Mia?" Alexandra Burt

Tytuł : "Gdzie jest Mia?"
Autor : Alexandra Burt
Wydawnictwo : Świat Książki
Rok wydania : 2016
Liczba stron : 416
Tytuł oryginału : Remember Mia 







 Zeschizowane zero


Jeśli lubicie dobrze napisane książki, wiarygodnych bohaterów, dobrą fabułę to omijajcie tę książkę z daleka. Te 416 stron to była istna droga przez mękę. Śmieszne wręcz dziecinne dialogi, przerysowani wręcz groteskowi bohaterowie i fabuła tak przewidywalna jak bajka dla dzieci. Zaklasyfikowanie tej powieści jako thriller to pomyłka, a porównywanie jej do "Dziewczyny z pociągu" to wręcz nietakt.



Estelle Paradise poślubia Jacka zaledwie po kilku miesiącach znajomości. Niedługo potem rodzi im się dziecko - dziewczynka Mia. Należy ona do tego typu noworodków, które bez przerwy płaczą i wymagają ciągłego zainteresowania, nie dając rodzicom odpocząć. Estelle przytłoczona nowymi obowiązkami nie radzi sobie z presją. Pewnego dnia Jack oznajmia, że zaoferowano mu pracę w innym mieście. Ze względu na nękające rodzinę kłopoty finansowe postanawia przyjąć ofertę. Estelle wraz z Mią przeprowadzają się do nowej, remontowanej kamienicy. Po kilku tygodniach Estelle budzi się i zauważa brak dziecka. Zniknęło również wszystko co było związane z dziewczynką : zdjęcia, kosmetyki, zabawki. Wydaje się jak by dziecko w ogóle nie istniało. 

Jest to jedna z najbardziej naciąganych historii jakie zdarzyło mi się przeczytać. Na samym początku książki poznajemy Estelle jako ofiarę wypadku samochodowego, która cierpi na amnezję. Wie, że jej córka zniknęła jednak nie jest w stanie sobie przypomnieć co robiła od dnia jej zniknięcia do momentu wypadku. Mąż decyduje się oddać ją do kliniki psychiatrycznej gdzie światowej sławy specjalista postara się wydobyć jej wspomnienia na światło dzienne. Od samego początku wiemy, że Estelle cierpi na ciężką odmianę depresji poporodowej. Jednak nikt oprócz czytelnika wydaje się nie zdawać sobie z tego sprawy. Mąż jest ślepy i macha na wszystko ręką, lekarze przypisują tabletki, a najbliższa rodzina wydaje się jak by nie istnieć - nie są nawet postaciami drugoplanowymi. Estelle nie dość, że cierpi na depresję to do tego jest hipochondryczką. Sama biega po lekarzach bojąc się, że jej córka na coś choruje a nie może wpaść na to, że sama ma obsesję na jej punkcie.

To właśnie postać Estelle jest najsłabszym ogniwem całej powieści. Na pewno znajdzie się na mojej liście Top 10 najbardziej niewiarygodnych i żałosnych bohaterów książkowych. Tyle razy mówi o sobie "to mi się nie udało", "za to przepraszam" "to mi nie wyszło" "do niczego się nie nadaję", że w końcu przyznałam jej rację. Estelle jesteś nieudacznikiem i kompletnym, zeschizowanym zerem. Koniec i kropka. Nasza główna bohaterka ciągle narzeka, że jej biedne maleństwo ciągle płacze. Z tego co przeczytałam to dziecko raczej należało do tych mało wymagających. Albo spało, albo jadło, albo bawiło się z tatą. Czy przy dziecko, które non stop ryczy da się brać prysznic? Obserwować ludzi przez okno? Wychodzić bez problemu do sklepu? Raczej nie bardzo. Przeczytajcie a zobaczycie Mia jest słodkim dzieckiem, tylko matkę troszkę przerosło macierzyństwo. 

Widać było, że autorka odrobiła pracę domową i przeczytała co nieco o depresji poporodowej. Jednak to nie wystarczyło. Książka po prostu ciągnie się jak flaki z olejem. Podczas sesji z psychoterapeutą kobieta powoli zaczyna odzyskiwać pamięć. Jednak jest to proces tak mozolny, że zanim dotrzemy do istoty rzeczy musimy przebrnąć przez samobiczowanie się naszej bohaterki. Dobry edytor mógłby skrócić książkę co najmniej o połowę a kompletnie nic by nie straciła. 

Zabrakło mi w tej książce osób trzecich. Owszem mamy Jacka- męża - jednak trzyma się on dalszego planu i nie mogłam sobie na jego temat wyrobić żadnego zdania. Na temat psychoterapeuty nie wiemy praktycznie nic - to bardziej maszyna do wyciągania zeznań niż żywy człowiek. Aspekt policyjnego śledztwa został praktycznie pominięty. Mamy tutaj tylko matkę zaginionego dziecka i jej problemy a to troszeczkę za mało.

Temat zaginięcia Mia bez śladu w połączeniu z amnezją matki miał potencjał jednak nie został on wykorzystany. Spodziewałam się ciekawej historii, której zakończenie wyrwie mnie z sandałów. Niestety dostałam średniej jakości powieść. Nudną, przewidywalną z zakończeniem, które znamy już od 3/4 książki. Jeśli by przeczytać wycinki prasowe rozpoczynające każdy rozdział wystarczyłoby nam to do złożenia wszystkiego w sensowną całość. 

Nie polecam.