poniedziałek, 26 września 2016

"Czarne liście" Maja Wolny

Tytuł :”Czarne liście”
Autor : Maja Wolny
Rok wydania : 2016
Wydawnictwo : Czarna Owca
Liczba stron : 376









Czarne momenty naszej historii






Ciężko mi jednoznacznie ocenić tę książkę. Po pierwszych kilku rozdziałach miałam ochotę rzucić ją w kąt i od razu napisać nieprzychylną recenzję. Pomieszanie z poplątaniem, retrospekcje, natłok informacji , jednym słowem chaos. Jednak z rozdziału na rozdział było coraz lepiej. I kiedy autorka wreszcie wspięła się na wyżyny znowu wydarzyło się coś złego. Akcja zaczęła się sypać, lecieć z górki na łeb na szyję by zakończyć się upadkiem , niestety śmiertelnym. Jaka szkoda, że zamiast powieści autorka nie napisała dwóch osobnych opowiadań , z pewnością byłyby to czytelnicze perełki. A tak pomimo talentu i warsztatu, pomimo dość wciągającej fabuły wyszło troszkę blado. Jednak przeczytać warto.

Głównymi bohaterkami powieści są dwie kobiety. Julia Pirotte ( postać autentyczna ) żydowska
dziennikarka i fotografka polskiego pochodzenia. Poznajemy ją kiedy jako młoda dziewczyna wraca z Francji ( gdzie działała w komunistycznym podziemiu ) do Polski by tutaj ułożyć sobie życie. Szybko się dowiaduje , że wojna zabrała jej wszystkich bliskich. Dzięki talentowi do fotografii udaje jej się znaleźć pracę w gazecie „Żołnierz polski”. W lipcu 1946 roku zostaje wysłana do Kielc by zrobić reportaż na temat pogromu Żydów. Ta wyprawa zmienia jej światopogląd
Drugą bohaterką jest Weronika Wolny Pani historyk z małej podkieleckiej miejscowości. Jej specjalizacją jest postawa ludności cywilnej wobec mniejszości żydowskiej. W 65 rocznicę pogromu Żydów w Kielcach w tajemniczych okolicznościach znika jej córka Laura. Policja podejrzewa, że padła ofiarą porwania. Jednak nie wiadomo kto za tym stoi. Czy psychicznie chory ojciec dziecka mieszkający w Niemczech? Czy ktoś chce się zemścić na pani profesor za wyjawienie tajemnicy z przeszłości? Rozpoczyna się wyścig z czasem mający na celu odnalezienie dziewczynki.

Jak każdy naród i Polacy mają swoje trupy w szafie. Jednak często staramy się o tych haniebnych czynach jakich dopuścili się nasi przodkowie zapomnieć. Pogromy Ukraińców czy Żydów, są to tematy rzadko omawiane na lekcjach historii, wiadomo ciężko przyznać się do własnych błędów. Pogrom Żydów w Kielcach z jest jednym z takich czarnych momentów w historii naszego kraju. Czytając na okładce, że autorka na tym postanowiła zbudować swoją powieść od razu wiedziałam, że to zbyt ciężki temat na zwykłą obyczajową czy nawet kryminalną książkę. Jest to temat drażliwy dlatego trzeba podejść do niego z wyczuciem i delikatnością. Jednak nie potrzebnie się obawiałam, ponieważ sam temat pogromu był tylko tłem dla akcji poszukiwawczej dziecka. Nie było tutaj ani analizy zdarzenia, ani prób jego interpretacji, czyste fakty które możemy przeczytać w encyklopedii.
Jednak pomimo tego, że autorka nie skupiła się zbytnio na tej masakrze, nadal chcę jej podziękować za to, że wyciągnęła na światło dziennie inne fakty, równie bolesne z historii naszego narodu. I do tego mniej znane. Oczywiście opis pogromu z lipca 1946 roku, znajduje się w podręcznikach do historii i każdy uczeń powinien choć w małym stopniu wiedzieć o tym zdarzeniu. Jednak o tym, że piętnowanie, wydawanie a nawet mordowanie Żydów było na porządku dziennym w powojennej Polsce już mało kto pisze, chyba że specjalistyczne wydawnictwa lub historycy, których nie wszyscy mają czas czytać. A takich przypadków było naprawdę wiele. Jak pisze autorka : udało im się przeżyć wojnę. Udało się przeżyć obozy koncentracyjne by w końcu zostać zamordowanym we własnym kraju, w drodze do domu. Aż łza się w oku kręci. Jak ludzie ludziom mogli zgotować ten los.

Nie za bardzo rozumiem sformułowanie z okładki książki „ splotą się ze sobą losy dwóch kobiet”. Po pierwsze te dwie kobiety żyły w zupełnie innych czasach, po drugie ich historie na dobrą sprawę ze sobą nic nie łączy. Postać i cały wątek Julii Pirotte jest książce zupełnie zbędny. Totalnie nic do niej nie wnosi, no dobrze może oprócz tego że mogliśmy bliżej przyjrzeć się tej historycznej postaci. Jednak moim zdaniem lepiej by wypadło napisanie jej osobnej biografii gdyż z pewnością jest to postać fascynująca. Jednak tutaj jej nie zrozumiałam. Nie rozumiałam jej czynów, nie przemówiła do mnie jej metamorfoza a cały wątek został w pewnym momencie urwany.

Dużo lepiej wyszło w przypadku Weroniki choć jest to dla mnie postać pełna sprzeczności i na domiar złego nie wydaje mi się autentyczna. Jej córka znika i nikt nie wie co się z nią dzieje. Jestem matką i doskonale wiem, że jak by moje dziecko nie wróciło do domu to bym świat postawiła na głowie byle tylko ją odnaleźć. Weronika, pomimo to nam opowiada o swoich uczuciach i swoim cierpieniu bardziej skupia się na sobie i na swoich kwiatach niż przejmuje losem córki. Jest w stanie pójść na obchody rocznicy pogromu, chodzić po kwiaciarniach jak chorują jej orchidee, szukać nowego mężczyzny a na domiar złego jak policjant jej proponuje pojechać w miejsce gdzie ostatnio widziano jej córkę to odmawia. Czy tak zachowuje się kochająca matka.

Można powiedzieć, że w dużej mierze ta książka jest więziach rodzinnych. Nasza główna bohaterka, kiedy dowiedziała się o zbrodni z przeszłości której dopuścili się jej rodzice zrywa z nimi wszelkie kontakty. Ok, to jeszcze mogę zrozumieć. Ale dlaczego odwraca się od wszystkich? Co jej bracia mieli z tym wspólnego? Dlaczego i oni muszą odpokutować za błędy swoich starszych?
Rzeczą która bardzo mi się nie podobała była straszna stronniczość. Autorka opowiada nam historię tylko z jednej strony, ze strony poszkodowanych. A co z ludźmi którzy do końca życia musieli żyć z przeświadczeniem ,jakich okropnych czynów się dopuścili? A był tutaj potencjał. Wystarczyło parę rozdziałów, parę postaci więcej by wykreować pełen obraz.

Fabuła książki moim zdaniem jest rewelacyjna jednak nie została do końca wykorzystana. W pewnym momencie miałam do czynienia z rewelacyjnym kryminałem, mnóstwem wątków które można było wykorzystać by całość wypadła naprawdę dobrze. A tutaj każdy wątek został zabity już w zarodku. Wątek mściwych deweloperów? Zabity. Wątek nacjonalistyczny? Zabity.
To samo było z bohaterami, byli byli, wypowiadali się, poznawaliśmy ich czasem nawet zdążyliśmy polubić , a tu bach i koniec , odeszli w niebyt, nie starczyło dla nich kartek w książce.

A najbardziej rozczarował mnie sam koniec powieści. Naciągany, płytki , jak by autorkę goniły terminy albo po prostu nie miała pomysłu.

Nie chcę jednak być niesprawiedliwa ponieważ powieść która wyciska łzy z oczy nie może być zła. Godziny spędzone przy tej książce nie uważam za stracone. Naprawdę się wzruszyłam, dużo się nauczyłam i na pewno część z tej książki pozostanie w moim sercu na zawsze. Dlatego pomimo błędów, ciężkich dialogów, wiejącej miejscami nudy nadal ją polecam.