czwartek, 25 sierpnia 2016

"Krawcowa z Dachau" Mary Chamberlain

Tytuł : „Krawcowa z Dachau”
Autor : Mary Chamberlain
Rok wydania : 2016
Wydawnictwo : Świat Książki
Tytuł oryginału : „The dressmaker of Dachau”
Liczba stron : 330







Lejzorek z Dachau


“Lejzorek Rojtszwaniec, krawiec mężczyźniany miał pecha wsiąść do niewyściełanego wagonu
historii...”. Pamiętacie tę wspaniałą satyrę Ilii Erenburga? Część z was może zastanowić czemu właśnie ten cytat przyszedł mi na myśl po przeczytaniu „Krawcowej z Dachau”. Dlaczego ta jakże lekka i śmieszna nowela może mieć coś wspólnego ze smutną i tragiczną historią Ady Vaughan?


Ada Vaughan urodziła się w wielodzietnej rodzinie w ubogiej dzielnicy Londynu. Od samego początku wiedziała, że została stworzona by zostać kimś wielkim, znanym na cały świat. Ada miała talent, który miał jej w tym pomóc – była wyśmienitą krawcową, zmysłową modelką i nietuzinkową projektantką. Już w wieku 19 lat dostała pracę w atelier jednej z bardziej znanych londyńskich krawcowych. Jej projekty spotykały się z uznaniem nawet najbardziej wymagających klientek. Wszystko było na dobrej drodze do tego by pewnego dnia ziściło się jej największe marzenie – Dom Mody Vaughan, najlepiej w Paryżu , tuż przy Coco Chanel. Jednak los miał dla dziewczyny inne plany. Pewnego dnia wracając z pracy Adę zaskoczyła ulewa. I wtedy na jej drodze stanął szarmancki mężczyzna Stanislaus von Lieben. Dwójkę młodych ludzi połączyło gorące uczucie. Młoda, niedoświadczona dziewczyna wpadła w sidła miłości. Nie słuchając głosu rozsądku oraz innych ludzi mówiących o zbliżającej się wojnie wybrała się wraz z kochankiem do Paryża. 1 września 1939 para została uwięziona na kontynencie. Ze względu na swoje obco brzmiące nazwisko, Stanislaus bał się powrotu do Anglii. Ada zaślepiona miłością postanowiła zostać z nim we Francji. Jednak i stąd wkrótce musieli uciekać. Już w Belgii mężczyzna wyszedł w nocy z pensjonatu i nie wrócił. Zrozpaczona, obawiająca się o życie ukochanego Ada postanowiła go odszukać. I wtedy na Namur spadły bomby.

Ale gdzie w tym wszystkim jest nasz Lejzorek? Otóż proszę państwa nasza Ada ma wiele cech wspólnych z tą jakże zabawną postacią. Nie tylko krawiectwo ich łączy. Podobnie jak homelski nieudacznik, również i ona nie grzeszy inteligencją , ba myślę, że jak by usłyszała prosto w oczy, że jest głupiutka jak ciele to wzięłaby to za komplement. Z początku może to być urocze. Całą jej niewinność i idącą z nią w parze naiwność możemy usprawiedliwić jej młodym wiekiem. Jednak, o zgrozo, nasza bohaterka pomimo upływu lat ciągle jest głupiutkim pisklęciem. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z postacią, która jest absolutnie pozbawiona zdolności wyciągania logicznych wniosków i uczenia się na własnych błędach, podobnie jak nasz Lejzorek. To jedyna żeńska bohaterka, którą poznałam, która od początku do końca stacza się równią pochyłą, chociaż sama o sobie mówi, że los jest dla niej łaskawy i poradzi sobie w każdej sytuacji. I rzeczywiście tak jest. Sytuacje są aż nieprawdopodobne a ona nie potrafi ich wykorzystać. Już pierwszego dnia poszukiwania pracy we Francji, bez znajomości nawet podstaw języka, dostaje pracę. I co? I nic. Zamiast siedzieć na tyłku i szyć ubrania w ogarniętej Europą wojnie, Ada z wywieszonym ozorem podąża za mężczyzną swojego życia, który z czułego kochanka jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zamienił się w zwykłego chama. Ale nie to jest jeszcze najgorsze. Po skończonej wojnie, kiedy dziewczynie ( nie wiem jakim cudem ) udało się powrócić do ojczyzny to zamiast spełnić swoje marzenie, zatrudnić się jako krawcowa, czy chociażby pomoc domowa to co robi? Sprzedaje się. I oczywiście nie jest dziwką. No bo jak przecież nie stoi na Picadilly Circus z gołymi piersiami tylko poluje na swoich klientów w drogich hotelach. I opłaty tez nie pobiera. Po prostu zostawia otwartą torebkę. Zgroza. W tym właśnie momencie książki zaczęłam ją uważać za czarną komedię. Zupełnie jak przygody krawca mężczyźnianego.

Ale zostawmy już biedną Adę. Skupmy się na reszcie bohaterów. I jakie wnioski? Nijakie. Mamy tutaj do czynienia z galerią czarno białych, jednowymiarowych postaci. Mamy tutaj do czynienia z bohaterami ale z definicji złymi albo dobrymi i nic ponadto. Zero odcieni szarości. Jest to strasznie monotonne i czyni książkę niezwykle przewidywalną.

Po okładce książki spodziewałam się zupełnie innej opowieści. Z obozem koncentracyjnym w Dachau związanych jest wiele tragicznych historii. Nie był co prawda obozem śmierci jednak zginęło tutaj 32 tysiące ludzi. To również w tej podmonachijskiej miejscowości więźniowie obozu dopuścili się samosądu na swoich katach. Jednak cała ta historia, oprócz notki historycznej na końcu książki, została pominięta. Szkoda. Na pewno dodało by to książce charakteru.
Co mnie zmroziło to przekłamania. Ada mieszkając w domu komendanta Dachau, 28 kwietnia, dzień przed wyzwoleniem obozu widziała spadające na okoliczne budynki bomby. Z tego co wiem alianci nie bombardowali obozów, owszem Monachium zostało zburzone, jednak najbliższe bomby spadły ok 20 km od miejsca w którym się znajdowała. Więc dom komendanta nie mógł paść ich ofiarą. Kolejna rzecz. Eskortowana przez amerykańskich żołnierzy widziała na polach śnieg. Sprawdziłam. Pod koniec kwietnia 44 roku było około 18 stopni . Więc jeśli się nad Niemcy nie przesunął lodowiec to dziewczyna musiała mieć zwidy. Również nazwanie zimy 1944 roku najsroższa zimą II Wojny Światowej. Jedną z zim stulecia była ta w 1939 roku kiedy temperatury dochodziły do – 41 stopni.


Ale koniec już tego narzekania. A czemu? Ponieważ w gruncie rzeczy ta książka potrafi się obronić . A czym? Tym , że jest po prostu świetnie napisana. Należy do tych powieści, które się czyta z zapartym tchem, nawet idąc po schodach do łazienki. Po prostu nie idzie się od niej oderwać. Choć wiemy co się stanie, wiemy jakie będzie zakończenie i tak czytamy dalej. I czy nie o to właśnie chodzi w dobrej literaturze? By wchłonąć czytelnika? Właśnie za to dziękuję autorce i z pewnością sięgnę po jej kolejne pozycje.