niedziela, 27 września 2015

"Papierowe miasta" John Green

Autor : John Green
Tytul : "Papierowe miasta"
Wydawnictwo : Bukowy Las
Rok wydania : 2015
Liczba stron : 400
Tytul oryginalu : "Paper Towns"






wQurzajace




Zastanawiam sie co spowodowalo ze powiesc "Papierowe miasta" dostala tyle pozytywnych recenzji. Nie byloby wielkim naduzyciem jesli John Green swoja ksiazke zatytulowal by "Szukajac Margo" lub "Papierowa Alaska", poniewaz fabularnie sa identyczne, za kazdym razem ten sam schemat. Ile mozna napisac ksiazek o jednym fascynujacym nastolatku kochajacym drugiego fascynujacego nastolatka? 
Kiedys przeczytalam, ze pisarz "jest zakochany we wlasnym umysle" , niestety moim zdaniem obral sobie zly obiekt do milosci. Metafory, jak ta przytoczona przez detektywa poszukujacego Margo, o balonach, byly tak kiepskie, za zaslugiwaly na miano zartu. Tego nie dalo sie okreslic mianem poetyckiego ( za jakie przypuszczam mialo uchodzic ), we mnie wzbudzily tylko politowanie i glosny smiech. Oj ciezko bylo skonczyc te ksiazke, byla po prostu "so so bad".

Q ( dla rodzicow Quentin Jacobsen ) jest spokojnym 18 latkiem mieszkajacym w Orlando na Florydzie. Bedac dzieckiem wraz z przyjaciolka z sasiedztwa Margo Roth Spiegelman, w parku niedaleko domu znalazl cialo martwego mezczyzny. Widok ten na zawsze pozostal w ich glowach, kojarzony z koncem przyjazni, gdyz od tamtego dnia ich drogi sie rozeszly. Co prawda nadal uczeszczali do jednej szkoly, jednak przebojowa Margo bylo dziewczyna z "innej ligi",buntowniczka, liderka i guru dla innych dzieciakow. Q nigdy nie byl dusza towarzystwa. Zamiast spedzac czas na imprezach wolal swoje male grono najblizszych przyjaciol i granie w gry komputerowe. 
Pewnej nocy, kiedy Q kladl sie spac, w okno zapukala , przebrana w stroj Ninja Margo, i zaproponowala mu wziecie udzialu w calonocnej przygodzie. Porzucona i zdradzona przez chlopaka dziewczyna postanowila sie zemscic i wprowadzic w zycie 12 punktowy plan po ktorym odzyska spokoj duszy. Zakochany w dziewczynie Q , bez wzgledu na konsekwencje postanawia jej pomoc. Ta noc polaczy ich na cale zycie  dajac chlopakowi nadzieje na zdobycie obiektu swoich westchnien. Jednak przychodzac nastepnego dnia do szkoly z nadzieja na zobaczenie Margo dowiaduje sie ze dziewczyna zniknela. Zdesperowany Q natyka sie na szereg wzkazowek, ktore maja go doprowadzic do miejsca jej pobytu. Nie informujac ani wladz ani rodzicow, postanawia z pomoca najblizszych przyjaciol Bena i Radara odnalezc Margo.


Tym co najbardziej mnie denerwowalo w powiesci byl jezyk narracji. Co prawda 18 latka bylam dobre 14 lat temu jednak mysle ze przez ten czas nie nastapily jakies wielkie zmiany w mozgach mlodych ludzi. Wiem ze mlode pokolenie, jest wychowywane na zyciowe kaleki, obyte z komputerami a nie potrafiace prowadzic dialogow z innymi ludzmi i wchodzic z nimi w zaawansowane interakcje spoleczne, jednak osoby ktore wkraczaja w doroslosc chyba nie powinny zachowywac sie jak 5 latki? a na takim poziomie byly praktycznie wszystkie dialogi w ksiazce. Pod tym wzgledem prym wiodl Ben, na okraglo chwalacy sie swoimi wielkimi jajami, wiadomo im glosniej krowa ryczy tym mniej mleka daje, jednak takiego przechwalania spodziewalabym sie po kims z pierwszych klas podstawowki a nie od osoby , ktora wybiera sie na swoj bal maturalny. Zalosc. 
Mojej sympatii nie zaskarbil sobie rowniez glowny bohater. Wszyscy wiemy jak bardzo byl zakochany ( jego milosc razila go jak grom z jasnego nieba, i zdal sobie z niej sprawe na dwa tyg przed koncem szkoly ) jednak na Boga, tak groteskowo wykreowanej postaci to juz dawno nie spotkalam. To jeden z najbardziej egoistycznych i denerwujacych charakterow ostatnich lat. Zamiast cieszyc sie szczesciem przyjaciela, ktoremu po latach udalo sie pocalowac pierwsza dziewczyne, obraza sie na niego ze ten nie jest na kazde jego zawolanie. Naprawde zachowuje sie jak male dziewczynka. I mial szczescie, ze jakims psim swedem udalo mu sie poznac takich wspanialych ludzi, ktorzy zdeklarowali sie jego przyjaciolmi, bo po prostu na nich nie zaslugiwal. 

Kolejna rzecza ktora miala wplyw na moja recenzje byla sama fabula, ktora w skrocie mozna nazwac po prostu nudna. Poczatek ksiazki, w ktorej poznalismy Margo i razem z nia realizowalismy jej plan, chociaz dziecinny byl w miare dobry. Jednak im dalej w las tym gorzej. Niezrozumiale odnosniki do jeszcze mniej zrozumialych wierszy, podroze w ciagle jedno i to samo miejsce ( zmienial sie tylko sklad ludzi bioracych udzial w ekspedycji ), nudnawe przemyslenia glownego bohatera ( ktory z jednej strony byl zakochany a z drugiej dopiero odkrywal co to jest milosc ;/ ) i naciagany, nic nie wnoszacy koniec powiesci to wszystko zlozylo sie na jeden wielki minus. 

Probowalam potraktowac te powiesc jako ksiazke dla mlodziezy ( zreszta do tego gatunku aspiruje ) jednak juz bardziej przemawiala do mnie rozbuchana atmosfera Beverly Hills 90210  ( czy jakos podobnie ) niz florydzkie przedszkole Johna Greena. Jesli jest to ksiazka o dorastaniu to z przykroscia musze stwierdzic, ze potrzebnych jest kolejnych kilka tomow by nasi bohaterowie choc troszke zblizyli sie do wieku doroslosci. Moglam rowniez potraktowac te ksiazke bardziej metaforycznie : jak z chlopaka zrobic mezczyzne nie dobierajac mu sie do rozporka. Teraz juz wiem : potrzebny jest tomik wierszow ( zakladajac ze trafimy na jakiegos ogarnietego dzieciaka ), samochod rodzicow , mnostwo wolnego czasu i superlaska gadajaca o papierowych domach. Caly czas zastanawiam sie cos to sa te papierowe miasta i niestety nadal nie wiem. Autor tak to wytlumaczyl ze mniej rozumiem niz przed rozpoczeciem czytania. A do tego wszystkiego ten potworny brak jakiegokolwiek realizmu. Bo albo mielismy do czynienia z superbohaterem , ktory zamiast uczyc sie do egzaminow latal po Stanach w poszukiwaniu kolezanki, albo egzaminy w stanach sa tak proste ,ze byle wioskowy glupek moze je zdac ( nawet nie musi, gdyz dziwnym trafem Margo moglaby odebrac dyplom nie pojawiajac sie na egzaminach wogole ).


Nadal uwazam Johna Greena za dobrego pisarza jednak moja cierpliwosc jest juz na wyczerpaniu. Jesli nie wyjdzie poza wybrany kanon, postawie mu krzyzyk na droge. Paradoksalnie w "Gwiazd naszych wina" kolejny raz mielismy do czynienia z tymi samymi postaciami, wiec jesli to juz trzy ksiazki to czemu po prostu nie napisac sagi? O wiele latwiej i bez bulwersowania czytelnikow, ktorzy wydaja pieniadze liczac na cos nowego by dostac odgrzewane kotlety. Zaczynam myslec, ze autora o wiele lepiej sie oglada i slucha na kanalach YT niz czyta jego powiesci. 

Moja ocena 2/10.