sobota, 27 czerwca 2015

"Jej wszystkie zycia" Kate Atkinson


Tytul : "Jej wszystkie zycia"
Autor : Kate Atkinson
Wydawnictwo : Czarna Owca
Rok wydania : 2014
Liczba stron : 568



Swistak na wojnie


Motyw tzw. "petli czasowej" czyli powtarzalnosci fabularnej, czy to jednego dnia czy calego zycia
jest dosc popularny i siegneli po niego nawet najwieksi mistrzowie miedzy innymi Stephen King w powiesci "Dallas 63". Wyprodukowano rowniez sporo filmow, ktorych glownym motywem jest przezywanie od nowa albo jednego dnia jak w przypadku "Dnia swistaka" czy "Na krawedzi jutra", czy calego zycia jak w "Efekcie motyla". Pomysl na powiesc sam w sobie byl bardzo ciekawy. Gorzej poszlo z wykonaniem. Na te ksiazke czekalam z takim wytesknieniem, ze tym wieksze bylo moje rozczarowanie, kiedy ( az wstyd sie przyznac ) po prostu jej nie zrozumialam. Jestem wielka fanka Kate Atkinson i uwazam ja za jedna z najbardziej tworczych autorow, ktorych dziela mialam okazje czytac. Pod wzgledem stylu bylo to dokladnie to czego oczekiwalam, tym razem zawiodla mnie sama tresc. Jest ona mylaca, chaotyczna, bez zycia i wydawaloby sie : pusta. Krotsza forma, wyrazistsze postaci drugoplanowe i ciekawsze zakonczenie wyszlyby ksiazce na plus. Niestety. Jesli masz ochote na dobra ksiazke, oparta na motywie multi-zycia zamiast po "Jej wszystkie zycia" drogi czytelniku siegnij po ksiazke Kena Grimwooda "Powtorka", gdyz pomimo znacznie miejszej objetosci zawiera w sobie tresc , ktora normalnie zwala z nog, czego o powiesci Atkinson powiedziec sie nie da. 

 


Akcja powiesci ( oraz wszystkie kolejne zycia, ktora przezywa glowna bohaterka ) rozpoczyna sie w 1910 roku w podlondynskiej posiadlosci Fox Corner. Podczas ciezkiego porodu, kiedy matka z corka przezyly tylko dzieki natychmiastowej pomocy lekarskiej, przychodzi na swiat Ursula , trzecie w kolejnosci dziecko panstwa Toddow. Moze to wina okreconej wokol szyi pempowiny jednak dziewczyna zdaje sie byc zupelnie rozna od innych dzieci a mianowicie widzi przeblyski przyszlosci, cos na ksztalt deja vu jednak duzo potezniejsze. Bohaterka nie zdaje sobie sprawy, ze obdarowana zostala niezwyklym darem, jakim ktorym jest niesmiertelnosc. W momencie kiedy umrze rodzi sie ponownie w tym samym miejscu i w tym samym czasie, w wielkim lozku w rodzinnej posiadlosci, jednak przepelniona silnymi przeczuciami ( zapamietanymi fragmentami starego zycia ) jest w stanie calkiem inaczej pokierowac swoim losem. Jednak zadne z jej zyc nie jest sielankowe. Aborcja, przemoc domowa, alkoholizm to tylko maly ulamek tego co spotkalo Ursule w drodze do wypelnienia swojego losu.


Slowo , ktore najtrafniej okresli te powiesc to : przemadrzala. Dokladnie tak. Autorka stworzyla dzielo, ktore w swojej tresci znacznie przewyzsza forme. Wydawaloby sie, ze jest to ksiazka na poly obyczajowa, na poly fantasy a czesto mialam wrazenie, ze obcuje z podrecznikiem do filozofii. Zreszta tego filozofowania bylo tutaj zbyt duzo. W powiesci widac fascynacje autorki klasyczna literatura i poezja angielska. Najwiekszym sentymentem darzy Donne, ktorego wiersze czesto pojawiaja sie na kartach ksiazki. Kolejnym denerwujacym elementem bylo wprowadzenie obcojezycznych zwrotow i cytatow, francuskich czy lacinskich, czesto nieprzetlumaczonych, jak by kazdy z nas musial znac te jezyki. To filozofowanie, rozprawki o literaturze i zawilosci jezykowe czynily z ksiazki dosc nudna lekture. Jako, ze jestem osoba cierpliwa udalo mi sie dobrnoac do konca jednak znam pare osob, ktore poddaly sie po pierwszych kilkuset stronach. 


Z jednej strony mamy niezwykle "madry jezyk" a z drugiej strasznie naciagana tresc. Nasza bohaterka umiera i ozywa zdawaloby sie zupelnie bez sensu i w najmniej oczekiwanych momentach. Zastanawialam sie co bylo katalizatorem jej smierci gdyz to w ksiazce nie zostalo wyjasnione. Uderzylo mnie rowniez to, ze w pierwszych rozdzialach Ursula pamieta fragmenty z przeszlych zyc by w pozniejszych jakby o tym zapomniala, a jej daja vu staly sie slabsze. Praktycznie od poczatku ksiazki wiemy o czym ona bedzie. I uwaga SPOILER : glownym celem naszej bohaterki bedzie wyeliminowanie Adolfa Hitlera co mialaby niedopuscic do rozpetania II Wojny Swiatowej. Temat troszeczke oklepany. Jednak same opisy wojennych przezyc Ursuli zapieraja dech w piersiach. Autorka w bardzo plastyczny sposob opisuje nam tragedie II WS, naloty na Londyn, pozoge, strach i smierc, ktore byly stalym elementem w zyciu obywateli. Co niesamowicie mnie dotknelo to przemiana , ktora zaszla w naszej bohaterce. Kiedy na poczatku wojny widok zmasakrowanych cial napawal ja strachem i obrzydzeniem tak pod koniec wojny cechowala ja obojetnosc i uodpornienie. Jesli czlowiek napatrzyl sie na zlo to po pewnym czasie nie jest ono niczym specjalnym a czescia naszej codziennosci, czyms co juz nie zaskakuje ani nie dziwi. Pomimo sarkazmu i humoru, ktore mozemy znalezc na kartach ksiazki jest ona utrzymana w niezwykle melancholijnym i smutnym stylu, co jeszcze bardziej utrudnia czytanie.

W powiesci brakowalo mi wyrazistych postaci drugoplanowych. Oczywiscie mamy tutaj sporo bohaterow jest sa niewyrazisci i papierowi, jakbysmy sie nie starali nie jest dane nam ich poznac. Jedynym wyjatkiem jest postac Izzie, ciotki Ursuli, zbuntowanej mlodej kobiety, artystki z londynskiej Bohemy. To wlasnie dla niej udalo mi sie doczytac ksiazke do konca. Izzie jest niezwykle barwna, niezalezna i posiada wszystkie cechy charakteru, ktore cenie w ludziach. Szkoda, ze jej losy zostaly potraktowane troszke po macoszemu, i na dobra sprawe jej zycie jest tylko tlem dla reszty opowiesci. 
No i oczywiscie sa jeszcze psy. Wydaje mi sie , ze to wlasnie one mialy jakis wplyw na inkarnacje Ursuli, gdyz zawsze znajdowaly sie tam gdzie bohaterka umierala.. Czy tylko ja tak to odebralam? Czasem w powiesci psy wydawaly mi sie wazniejsze niz ludzie. 


Podsumowujac ksiazke polecilabym tym, ktorzy maja duzo czasu i lubia wymagajaca i trudna lekture, oraz nie boja sie przobszernych opisow zarowno przyrody jak i uczuc. Ludziom, ktorym bliska jest filozofia Nietzshego i angielska poezja. Reszte czytelnikow powiesc moze znudzic. Osobiscie bardzo staralam sie polubic te ksiazke i wyniesc z niej jak najwiecej jednak nie do konca mi sie to udalo. Z pewnoscie siegne po kolejne powiesci autorki gdyz naprawde uwazam, ze posiada ona fenomenalny styl i latwosc pisania. Po prostu tak sie zlozylo , ze "Jej wszystkie zycia" nie jest powiescia dla mnie. Wiem, ze sa tacy ktorzy te ksiazke kochaja i beda gotowi mnie zlinczowac za te recenzje, jednak w moim odczuciu byla to nieudana proba przelania kwestii z "Dnia Swistaka" na papier. 

Moja ocena to 5/10.